Wynosiła płody ze szpitala w „celach naukowych” w czasie pandemii. Zamieszanych jest więcej osób?

Makabrycznego odkrycia dokonano w Lutoryżu pod Rzeszowem. Podczas prac ziemnych na prywatnej posesji znaleziono odpady medyczne oraz ludzkie płody. Zatrzymano 57-letnią lekarkę, Magdalenę H., poprzednią właścicielkę działki. Kobieta miała tłumaczyć, że płody wynosiła ze szpitala i wykorzystywała je w celach badawczych. Niektóre z nich według informatorów Radia ESKA są dobrze zachowane.

  • Makabryczne odkrycie w Lutoryżu: na prywatnej posesji znaleziono ludzkie płody i medyczne odpady, co doprowadziło do zatrzymania byłej właścicielki, lekarki.
  • Zatrzymana medyczka twierdzi, że wynosiła ciała nienarodzonych dzieci ze szpitala w czasie pandemii COVID-19 w "celach naukowych", a śledczy podejrzewają więcej miejsc.
  • Poznaj szczegóły tej wstrząsającej sprawy, w tym, jakie inne dowody znaleziono i co ustalają teraz służby.

Wstrząsająca informacja o znalezieniu ludzkich płodów na jednej z działek w Lutoryżu obiegła całą Polskę. Radio ESKA nieoficjalnie ustaliło, że 57-letnia lekarka, do której jeszcze kilka lat temu należała działka, twierdziła w rozmowie ze śledczymi, że wynosiła ciała nienarodzonych dzieci ze szpitala, w celach badawczych. Kobieta twierdzi też, że nie pamięta ile płodów ostatecznie zakopała na posesji.

Wynosiła płody ze szpitala w czasie pandemii

Zatrzymana lekarka pracowała w jednym z rzeszowskich szpitali. Do pracy dojeżdżała z Zamościa, w którym mieszkała. Śledczy przypuszczają więc, że miejsc, w których mogło dochodzić do nielegalnych i makabrycznych praktyk kobiety, mogło być więcej.

Nie można też wykluczyć, że o sprawie wiedziały inne osoby, które mogły wiedzieć lub nawet pomagać patomorfolożce w wynoszeniu ciał z prosektorium placówki. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, dawna właścicielka posesji zeznała śledczym, że wynosiła ciała dzieci ze szpitala w czasie pandemii Covid-19 i przekonywała, że robiła to w celach naukowych.

Na posesji oprócz ciał zakopanych na głębokości około półtora metra, ujawniono też tysiące probówek, pojemników medycznych czy płytek, takich jakie wykorzystuje się do analizy materiału pod mikroskopem. Oprócz tego, pod ziemią ujawniono setki arkuszy papieru - najprawdopodobniej fragmentów dokumentacji medycznej pochodzącej ze szpitala.

Płody odkryte na działce w Lutoryżu koło Rzeszowa. Szokujące odkrycie

Według ustaleń Radia ESKA, działkę w Lutoryżu kobieta kupiła co najmniej kilkanaście lat temu jako inwestycję. Na jej zlecenie ekipy budowlane rozpoczęły na niej nawet prace, ale lekarka przestała im płacić. Robotnicy więc się wycofali, a inwestycja stanęła. W najbliższej okolicy nie było wtedy tak licznych zabudowań jak dziś. Nieruchomość miał następnie zająć komornik, a ostatecznie sprzedano ją inwestorowi skupującemu nieruchomości, który wybudował na posesji i przyległym do niej terenie osiedle nowoczesnych domów jednorodzinnych. Jeden z nich kupiło młode małżeństwo, które chciało rozbudować taras budynku.

Kiedy w miniony wtorek na miejscu ruszyły prace budowlane, a dokładnie wykop pod wylewkę – robotnicy ujawnili płytko pod ziemią masę odpadów medycznych – wspomnianych probówek, płytek i worków. Prace wstrzymano, a właściciele skontaktowali się z inwestorem. Ten, chcąc ustalić czy na posesji mogło znajdować się dzikie wysypisko, skontaktował się z poprzednią właścicielką, czyli 57-letnią lekarką. Kobieta miała wtedy zadeklarować, że przyjedzie na miejsce i uprzątnie teren. W Lutoryżu się jednak nie pojawiła. W czwartek pracownicy postanowili ostrożnie kontynuować wykop. Wtedy dokonano makabrycznego odkrycia. Właścicielka działki zauważyła w ziemi około 30-centymetrowe ciało małego dziecka. Na miejsce natychmiast wezwano służby.

Policjanci, którzy dotarli na miejsce ostrożnie sprawdzali kolejne fragmenty wykopu, natrafiając na następne szczątki. Zdecydowano o wezwaniu specjalistycznej ekipy. Przekopywanie przydomowego ogrodu trwa więc od piątkowego poranka i ma być kontynuowane. Jak wynika z oficjalnego komunikatu śledczych – te działania mogą potrwać nawet do przyszłego tygodnia. Przed nimi ogrom pracy – każde z odnalezionych szczątków mają, jak udało nam się ustalić, zostać poddane analizie DNA. Zabezpieczono też dokumentację medyczną ze szpitala. Kluczowe jest teraz też ustalenie czy kobieta działała sama czy mogła mieć współpracowników.

Sąd skazał krwawą Kingę za usiłowanie zabójstwa na ulicy