- Ferie zimowe kiedyś i dziś: jak zmienił się sposób spędzania wolnego czasu przez dzieci?
- Wspomnienia z lat 90. to spontaniczne zabawy na śniegu i kreatywne wykorzystanie podwórka.
- Dziś dominują zorganizowane wyjazdy i technologie, ale tradycyjne aktywności wciąż są popularne.
- Dowiedz się, co naprawdę różni ferie dawnych lat od tych współczesnych!
Ferie zimowe kiedyś i dziś. Czy naprawdę tak bardzo się zmieniły?
Ferie zimowe od zawsze są czasem wyczekiwanym przez dzieci. To rzecz, która się nie zmienia i chyba nie zmieni nigdy. Jednak sposób ich spędzania zmienił się na przestrzeni ostatnich dekad. Dla osób dorastających w latach 90., ferie były przede wszystkim okazją do zabawy na świeżym powietrzu, w otoczeniu śniegu i dzieci z sąsiedztwa. Wspomnienia z tamtych lat malują obraz zimowych przygód, które dzisiaj mogą wydawać się niemal nostalgiczne.
U mnie to wyglądało całkiem inaczej niż u dzisiejszych uczniów. Zawsze rano wstawałam, było dużo śniegu, nie tak jak teraz, chociaż no akurat w tym roku zima jest w miarę sensowna. Śniegi były naprawdę prawie takie jak ja, jak byłam mała, więc było dużo frajdy - mówi jedna z moich rozmówczyń.
To co działo się na feriach, miało swój niepodrabialny klimat. Niby zwykły czas, zwykłe dni wolne od szkoły. Ale jednak dziś wracamy do tamtych czasów nie tylko z tego powodu, że nie trzeba było chodzić do szkoły.
Chodziliśmy najczęściej na sanki. Ja mieszkałam w takich terenach, gdzie już były góreczki, więc codziennie zjeżdżanie na sankach było obowiązkowe. Do tego często robiliśmy sobie worki z sianem i tu była jeszcze większa frajda. Jak rodzice już mieli wolny wieczór, wrócili po pracy, to często jeździliśmy na łyżwy - nostalgia wchodzi na jeszcze wyższy poziom.
Kolejne dziecko lat 90. i zarazem uczestnik tamtych zimowych przygód podkreśla, że kreatywność i zabawa na świeżym powietrzu były podstawą.
- Na feriach robiło się wiele fajnych rzeczy. Budowaliśmy z moim bratem takie skocznie, bo mamy koło domu dużo górek, dużo pagórków. W czasie zimy, kiedy spadło dużo śniegu, usypywaliśmy na wzniesieniu taki podest i z tego podestu zjeżdżaliśmy. Na sankach, ale także na nartach. Fajnie było? - Było bardzo fajnie - słyszę.
Rodzice nie byli źli? - Nie, chyba nie, chociaż raz pamiętam, że mieliśmy takie plastikowe sanki i one się zniszczyły przez to, że był duży ten próg i jak skakaliśmy to mocno uderzaliśmy o ziemię. No i te jedne sanki pękły, te plastikowe, pamiętam.
Ale narty i sanki to niejedyne aktywności. Pojawiały się także pomysły, które śmiało możemy uznać za niebezpieczne i dosyć ryzykowne.
Jak po szkole wracaliśmy z kolegami, no to szło się na rzekę, która prowadziła wzdłuż drogi. Na zamarzniętą rzekę. Było kilka zabawnych zawsze sytuacji. Jak były roztopy, no to była większa zabawa. No bo było ryzyko, że ten lód pęknie. Było niebezpieczeństwo, ale rzeka nie była też jakaś głęboka, to taka malutka rzeczka. Tak naprawdę ryzyko było takie, że mogło się wpaść nogą. I raz jeden kolega rzeczywiście wpadł nogą do tej rzeki, było zabawnie. Ale nic mu się nie stało - podkreśla dziecko lat 90.
No i spotykam kolejną osobę, która dosyć ryzykownie bawiła się na feriach. - Sporo czasu, mimo mrozów, spędzało się na osiedlu. W parku obok mieliśmy całkiem stromą górkę, więc wylewaliśmy wodę i czekaliśmy aż zamarznie.
Popularne były także kuligi. Ale nie kuligi na głównych drogach (bo takie pomysły dzisiaj niektórym przychodzą do głowy), tylko gdzieś na uboczu, w iście zimowym klimacie, zimowej aurze.
Były takie organizowane. Jakiś pan na traktorze przewoził nas po miejscowości, po jakiśch takich mniejszych, mniej zatłoczonych uliczkach, po jakichś polach. Budowaliśmy też igloo, ale to już bardziej z pomocą starszych osób. Oczywiście też budowaliśmy bałwany.
Polecany artykuł:
Ferie na miejscu. Zagranica? "Nie, nie, nie"
Z tych wspomnień wyłania się obraz ferii pełnych ruchu, zimowej przygody i prostych radości – jazdy na sankach, łyżwach, budowy igloo czy bałwanów. Ferie były ściśle związane z lokalną społecznością i najbliższym otoczeniem. Wyjazdy zagraniczne czy luksusowe kurorty narciarskie były wówczas praktycznie nieznane.
Wtedy tak takie coś było dla mnie obce. Nawet nie słyszałam, żeby inni moi znajomi wyjeżdżali na ferie gdzieś za granicę, czy w ogóle gdzieś w Polsce na narty. Ferie to było stricte podwórko, dom, dziadkowie.
- Nie, nie, nie. Kiedyś nie jeździło się tak. Zresztą jak się już jeździliśmy, to bardziej gdzieś po Polsce, bardziej do kuzynów. Natomiast za granicę nie - słyszę od moich rozmówców.
Dziś obraz zimowego wypoczynku wygląda inaczej. Młodzież coraz częściej spędza ferie w bardziej zorganizowany sposób, a wyjazdy narciarskie, zarówno krajowe, jak i zagraniczne, dla niektórych stały się normą. Popularne są także zimowe obozy, zajęcia sportowe pod okiem instruktorów, a nawet ferie w formie półkolonii w miastach. Technologie również zmieniły sposób spędzania czasu – telefony, tablety i gry komputerowe coraz częściej zastępują tradycyjne zabawy na śniegu.
Wybieramy się z rodzicami na narty. Początkowo miała być Polska, ale jednak zdecydowali, że pojedziemy do Austrii. Śniegu raczej nie zabraknie, no ale w Polsce też teraz tego śniegu nie brakuje, więc może jak wrócimy, to też gdzieś w okolicy się uda pozjeżdżać - słyszę od tej dzisiejszej młodzieży.
Jednak, co może nieco zaskakiwać, wyjazdy zagraniczne to rzadka odpowiedź, którą usłyszałem od moich rozmówców. Większość nastolatków zostanie na miejscu. Co także warte podkreślenia, niektórzy swoimi planami nawiązują trochę do tych ferii sprzed kilkunastu lat.
Na pewno planuje wybrać się z koleżankami na łyżwy. Łyżwy są na czasie. No i także zjeżdżanie sankami jest w programie. Będziemy spotykać się codziennie i na pewno kilka takich zimowych aktywności uda się zorganizować. Pewnie jakieś nocowanie u przyjaciółki. Na pewno coś na miejscu, bo jednak jest trochę drogo, żeby gdzieś dalej pojechać.
Nie brakuje też bardziej prozaicznych planów, które jednak także potrafią być atrakcyjne i które także pozwalają oderwać się od szkolnych obowiązków. - Ja spędzę te ferie z dziewczyną. Może gdzieś na sushi wyjdziemy? Na pewno do kina. Takie miłe formy spędzania czasu. Zwykłe, ale miłe. Aktywności na mieście - słyszę.
Nie mogło zabraknąć, i nie zabrakło, także kogoś, kto na feriach odwiedzi zimową stolicę Polski. - Mam zaplanowany ośmiodniowy obóz w Zakopanem. No trzeba trochę odpocząć od szkoły.
Różnice pomiędzy feriami sprzed kilkunastu lat, a tymi dzisiejszymi są, ale nie są tak duże, jak mogłoby się wydawać. Dzieci lat 90. cieszyły się przede wszystkim spontaniczną zabawą na świeżym powietrzu i kreatywnym wykorzystaniem zimy. Współczesna młodzież też potrafi pamiętać o takich kwestiach, ale korzysta również z szerokiej gamy atrakcji zorganizowanych, także tych poza najbliższym otoczeniem. Jedno się jednak nie zmieniło. Ferie to czas przyjemny. Czas, na który się po prostu czeka. Głębszej konkluzji nie będzie, bo o takową każdy może pokusić się sam. I tak będzie chyba najlepiej.