Spis treści
Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. Pielgrzymi z Podkarpacia wracali z Bośni
Dramatyczne wieści napłynęły w niedzielny poranek. Grupa wiernych z województwa podkarpackiego zakończyła pobyt w Bośni i Hercegowinie. Ich droga powrotna do kraju została jednak nagle i tragicznie przerwana przez zdarzenie drogowe.
Na pokładzie pojazdu znajdowało się dokładnie 59 osób, z czego dwóch mężczyzn prowadziło pojazd, a resztę stanowili podróżni. To właśnie w tym gronie znajdują się ofiary śmiertelne i osoby wymagające pilnej pomocy medycznej.
Jak oficjalnie zakomunikował Podkarpacki Urząd Wojewódzki w Rzeszowie, w wyniku wypadku życie straciło 12 osób. Dodatkowo kilkudziesięciu podróżnych z poważnymi obrażeniami musiało trafić pod opiekę specjalistów.
Według informacji przekazanych przez węgierską policję prawdopodobną przyczyną wypadku było zjechanie autokaru z drogi. Polski konsul pozostaje w stałym kontakcie z węgierskimi służbami i monitoruje sytuację - przekazuje Podkarpacki Urząd Wojewódzki w Rzeszowie.
Osoby z obrażeniami zostały natychmiast przetransportowane do placówek medycznych w Miskolcu oraz Egerze. Służby na miejscu wciąż pracują nad ustaleniem precyzyjnego stanu zdrowia poszczególnych rannych oraz ich dokładnej liczby po przewiezieniu na oddziały.
Ratownicy z Węgier musieli zmierzyć się z niezwykle skomplikowaną akcją ratunkową. Pojazd zjechał poza pas ruchu i przewrócił się, przez co wielu uczestników wyjazdu zostało uwięzionych pod ciężką konstrukcją pojazdu.
Miejscowa straż pożarna zdołała ostatecznie uwolnić 35 pasażerów ze środka zniszczonego pojazdu. Aby w ogóle przesunąć wrak o wadze około 24 ton, ratownicy byli zmuszeni wezwać na miejsce potężne dźwigi.
Autokar z Podkarpacia należał do firmy przewozowej Michael
Wiadomo z całą pewnością, że poszkodowani pasażerowie stanowili jedną zorganizowaną grupę. Byli to wierni z Podkarpacia, którzy w celach religijnych odwiedzili wcześniej Bośnię i Hercegowinę, a zdarzenie miało miejsce podczas podróży powrotnej.
Personalne dane tragicznie zmarłych nie zostały jeszcze podane do publicznej wiadomości. Najpierw odpowiednie organy muszą poinformować bliskich ofiar, a dopiero po oficjalnej weryfikacji służby państwowe będą mogły wydać stosowne komunikaty w tej sprawie.
Krajowe władze natychmiast włączyły się w działania pomocowe. Polski konsul bezustannie współpracuje z węgierskimi odpowiednikami, a wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul koordynuje kroki z MSWiA oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Dodatkowo w regionie powołano specjalny sztab kryzysowy.
Pojazd uczestniczący w katastrofie był własnością firmy „MICHAEL” s.c., zarejestrowanej na terenie Podkarpacia. Jej główna siedziba znajduje się w niewielkiej miejscowości Świerchowa w granicach powiatu jasielskiego.
Przedsiębiorstwo to funkcjonuje w branży transportowej od 28 lat, specjalizując się w wycieczkach po kraju oraz za granicę. W swoich sieciowych materiałach promują się jako doświadczeni fachowcy od organizacji wypraw dla poszukiwaczy nowych kultur i niezapomnianych doświadczeń.
W ofercie przewoźnika znajdują się kursy w najróżniejsze zakątki Europy. Firma chwali się swoją rozbudowaną flotą, która jest rzekomo w pełni dostosowana do dalekich i wymagających tras, co reklamuje hasłem obiecującym realizację wszelkich pomysłów klientów.
Firma z Jasielszczyzny znalazła się obecnie w centrum uwagi ze względu na to bezprecedensowe w jej historii zdarzenie. Służby nie przesądzają w tym momencie o winie właścicieli pojazdu. Najważniejsze będą wyniki pracy zagranicznych prokuratorów, którzy badają motywy i dokładny przebieg tragicznego manewru.
Wypadek na autostradzie M3. Węgierska policja zatrzymała kierowcę
Dramat na drodze rozegrał się w samym środku nocy, tuż około godziny 2:00. Autokar przemierzał wówczas węgierski odcinek trasy M3 w okolicach miejscowości Mezőkeresztes, jadąc prosto w kierunku miasta Nyíregyháza.
Niespodziewanie maszyna opuściła swój pas jezdni, zjechała do głębokiego rowu, a na sam koniec brutalnie przewróciła się na bok. Węgierska policja w pierwszej kolejności bierze pod uwagę hipotezę o zaśnięciu mężczyzny prowadzącego autokar, który został już zatrzymany do złożenia wyjaśnień.
Skala akcji ratowniczej była naprawdę gigantyczna, a do wydobycia zakleszczonych ludzi wzywano ciężkie maszyny budowlane. Rannym natychmiast zapewniono niezbędną pomoc i transport, a w ewakuacji najbardziej poszkodowanych brał również udział specjalny polski śmigłowiec medyczny.
Wszystkie detale tego koszmarnego incydentu są obecnie skrupulatnie badane i rekonstruowane przez zagraniczne departamenty śledcze.