Spis treści
Ogień odciął im drogę odwrotu
W halach zgromadzono mnóstwo materiałów, co dodatkowo napędziło żywioł i spowodowało ekstremalnie szybki rozwój pożaru. Z informacji podanych przez dowództwo Państwowej Straży Pożarnej wynika, że ogień zablokował strażakom możliwość bezpiecznego opuszczenia obiektu.
Około 8:37 do dowodzącego akcją dotarł pierwszy niepokojący komunikat. Sygnalizowano w nim, że sytuacja stała się krytyczna i strażacy natychmiast potrzebują wsparcia. Do środka wysłano drugą rotę z misją zlokalizowania i wyniesienia zablokowanych kolegów.
Pierwszy ze strażaków został ewakuowany z płonącego budynku kilka minut po godzinie 9. Ratownicy natychmiast rozpoczęli udzielanie mu pomocy medycznej. Równocześnie pozostałe zastępy bez przerwy przeczesywały zadymione pomieszczenia w poszukiwaniu jego partnera z roty.
„W trakcie gaszenia ognia dwóch strażaków Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku zostało odciętych przez ogień. Szybko zostali ewakuowani ze strefy, ale niestety nie udało się uratować ich życia”
Wojciech i Bartłomiej byli doświadczonymi funkcjonariuszami. Staż jednego ze strażaków wynosił około dekady, natomiast drugiego – siedem lat. Obydwoje służyli w jednostce w Nisku, mając za sobą uczestnictwo w wielu skomplikowanych i trudnych akcjach ratowniczo-gaśniczych.
Szczegółowy przebieg interwencji i wszystkie decyzje wydane na miejscu zdarzenia będą wnikliwie odtworzone przez odpowiednie służby. Eksperci przeprowadzą analizę dokumentacji, zarejestrowanej komunikacji radiowej, a także zbadają pozycjonowanie poszczególnych drużyn w stosunku do rozprzestrzeniającego się pożaru.
Z żywiołem walczyły gigantyczne siły: do akcji wysłano aż 49 zastępów. Oznacza to, że pożar gasiło łącznie 151 druhów OSP i strażaków PSP, którym udało się opanować sytuację po ponad czterech godzinach działań.
Prokurator na miejscu tragedii
Informacje napływające z Niska wskazują na błyskawiczne podjęcie czynności śledczych. Jak ustaliła Agnieszka Gazda-Muła z Radia Eska, policja wspólnie z prokuratorem rozpoczęli dochodzenie, kiedy jednostki straży wciąż dogaszały budynki.
Organy śledcze zainicjowały gromadzenie kluczowych dowodów niezbędnych do przyszłych oględzin pogorzeliska. Gruntowne przeszukanie zniszczonych struktur nastąpi z opóźnieniem – eksperci wejdą na teren pożaru dopiero, gdy straż pożarna ostatecznie wykluczy ryzyko zawalenia i zneutralizuje wszystkie tlące się jeszcze punkty.
Prowadzone śledztwo ma na celu rozwiązanie dwóch kluczowych kwestii. Śledczy chcą dowiedzieć się, z jakiego powodu doszło do wybuchu pożaru, a także ustalić, dlaczego płomienie rozprzestrzeniały się w tak szybkim tempie, zamykając strażakom drogę ucieczki z płonącej hali.
W toku dochodzenia funkcjonariusze zajmą się zgromadzeniem szeregu dowodów. Wśród nich wymienia się między innymi:
- nagrania z kamer monitoringu;
- projekty i plany instalacji elektrycznych;
- spis materiałów przechowywanych na terenie magazynów;
- zapisy komunikacji radiowej między służbami;
- prowadzoną na bieżąco dokumentację akcji ratowniczej;
- relacje i oświadczenia właścicieli obiektu, ich personelu oraz samych ratowników.
Dwie hale doszczętnie objęte ogniem
Żywioł strawił dwie znacznych rozmiarów hale, których wymiary szacuje się na 20 na 30 metrów każda. W środku magazynowano maszyny rolnicze i części zamienne, a także inne substancje i przedmioty o właściwościach łatwopalnych.
Pożar stanowił również ogromne ryzyko dla sąsiadujących nieruchomości. Ratownicy wydzielili sześć stref działań. Cztery z nich koncentrowały się na bezpośrednim tłumieniu płomieni z różnych stron, podczas gdy pozostałe odpowiadały za zabezpieczenie terenu przyległego oraz realizację działań o charakterze specjalistycznym.
W bliskim sąsiedztwie palących się obiektów stały budynki mieszkalne. Mieszkańcy ewakuowali się, a strażacy zalecili wszystkim w okolicy, aby bezwzględnie nie otwierali okien. Na miejscu pracowała również specjalistyczna jednostka ratownictwa chemicznego, która kontrolowała zanieczyszczenie powietrza, sprawdzając, czy ulatniający się dym nie zagraża zdrowiu mieszkańców.
Ustalenie przyczyn może potrwać
Działania organów ścigania na miejscu zdarzenia nie będą łatwe. Ekstremalne temperatury i sama akcja ratunkowa mogły bezpowrotnie zatrzeć ważne poszlaki. Ponadto przed przystąpieniem do prac niezbędna będzie ocena bezpieczeństwa naruszonych przez płomienie struktur budowlanych.
„Zespół prokuratorów z Prokuratury Rejonowej w Nisku wykonuje aktualnie czynności procesowe. Prokuratorzy wraz z funkcjonariuszami policji prowadzą na miejscu zdarzenia czynności związane z oględzinami miejsca ujawnienia zwłok funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Nisku. Dalsze czynności procesowe na miejscu zdarzenia uzależnione są od tego, kiedy zostanie ugaszony pożar. Wśród nich jest standardowa sekcja zwłok, jednak trudno mi teraz powiedzieć, kiedy ona się odbędzie”
Do analizy miejsca pożaru prawdopodobnie zostaną wezwani specjaliści od pożarnictwa, inżynierowie budowlani oraz eksperci z dziedziny sieci elektrycznych. Biegli postarają się wyznaczyć punkt początkowy pożaru oraz zidentyfikować substancje, które zajęły się ogniem jako pierwsze.
Niezależnie od śledztwa prowadzonego przez organy ścigania, może zostać zainicjowana wewnętrzna kontrola, która przeanalizuje przebieg akcji i przyczyny śmierci druhów. Tego rodzaju dochodzenie nie przesądza o ewentualnych nieprawidłowościach w trakcie interwencji. Ma ono przede wszystkim za zadanie szczegółowo przeanalizować sytuację, by w przyszłości unikać podobnych zdarzeń i poprawić bezpieczeństwo załóg strażackich.
Cała Polska oddała im hołd
Punktualnie o godzinie 18:00 jednostki straży, zarówno państwowej, jak i ochotniczej, na terenie całego kraju włączyły sygnalizację ostrzegawczą w wozach bojowych, oddając hołd zmarłym ratownikom.
Przed siedzibami i garażami zebrali się funkcjonariusze, którzy w ten symboliczny sposób pożegnali swoich zmarłych w tragicznych okolicznościach kolegów. Dźwięk syren był słyszalny o tej samej porze w bardzo wielu zakątkach Polski.