Do tragedii doszło w czwartek 24 września. To właśnie wtedy 31-letni Ihor M. rzucił się z nożem na pięć osób przebywających na terenie jarosławskiego opactwa. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł ksiądz Stanisław Zbojnowicz, a czworo pozostałych poszkodowanych trafiło pod opiekę medyków. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ustalili, że matka napastnika dowiedziała się o dramacie od pracownicy ukraińskiego konsulatu. Kobieta była w ogromnym szoku i z trudem zidentyfikowała własne dziecko.
-To była bardzo trudna dla mnie rozmowa. Matka jest w szoku. Przesłaliśmy jej zdjęcie, a ona nawet nie była pewna, czy to jest jej syn. Ciężko jej było rozpoznać go na tym zdjęciu. Pytała tylko, w jakim on jest stanie, co ona może teraz zrobić, jak pomóc – przekazała przedstawicielka ukraińskiego wicekonsulatu w rozmowie z „Wyborczą”.
Wiadomo, że nożownik opuścił Ukrainę jeszcze w 2022 roku, zanim wybuchła wojna. Według informacji przedstawicielki konsulatu Ihor M. docelowo zamieszkał na terytorium Niemiec, choć jego matka nie potrafiła wskazać dokładnej trasy podróży. Kobieta utrzymywała z nim kontakt i odwiedzała 31-latka u naszych zachodnich sąsiadów, a ich ostatnie spotkanie miało miejsce około pół roku temu.
- Teraz przed jego przyjazdem do Ukrainy też mieli kontakt, wiedziała, że jedzie do domu, bo dzwonił. Ale nie wiedziała, jaką dokładnie trasą będzie jechał - zrelacjonowała.
Atak nożownika w opactwie w Jarosławiu. Zginął ksiądz Stanisław Zbojnowicz
Krwawy incydent z udziałem Ihora M. w jarosławskim klasztorze zakończył się tragicznie dla księdza Stanisława Zbojnowicza. Duchowny został uroczyście pożegnany we wtorek 29 września w podkarpackiej Grzęsce. To właśnie do tej rodzinnej wsi przyjeżdżał niemal każdego dnia, a swoje stałe wizyty rozpoczynał od modlitwy na lokalnym cmentarzu, gdzie ostatecznie został pochowany. Wieczorem w dniu pogrzebu przedstawiciele jarosławskiego opactwa poinformowali o odkryciu niezwykłego notatnika zmarłego kapłana. Ksiądz skrupulatnie ewidencjonował w nim wszystkie odprawione msze święte od 1986 roku aż do dnia swojej śmierci, co łącznie dało oszałamiającą liczbę 25 503 nabożeństw.
Głośnym echem odbiły się słowa księdza Adriana, który sam ucierpiał w ataku. Ranny duchowny wprost zaapelował do wiernych o litość dla sprawcy.
- Dlatego proszę was, abyście i wy przebaczyli, bo to również was wszystkich dotknęło. I z tego miejsca też chcę was prosić, abyście nie winili narodu, z którego był oprawca, bo zła dokonał konkretny człowiek, zła dokonała konkretna osoba, która ma swoje imię, swoje życie, która odpowiada za swoje czyny. Nie dokonali tego inni ludzie. To była jedna, jedyna osoba – podkreślił kapłan.
31-letni obywatel Ukrainy został natychmiast ujęty przez służby. Choć śledczy sformułowali już odpowiednie zarzuty, nie mogły one zostać mu oficjalnie przedstawione, ponieważ powołani do sprawy biegli stwierdzili u podejrzanego ostre zaburzenia psychotyczne.