To dlatego Ihor M. przyjechał do Jarosławia?! Zaskakujące ustalenia po ataku nożownika

2026-09-25 8:10

Ihor M. (31 l.) odpowiedzialny za atak w opactwie w Jarosławiu, zamierzał opuścić Polskę i udać się do Ukrainy przez Korczową. Dziennikarze „Super Expressu” donoszą, że pojazd mężczyzny nie posiadał ubezpieczenia OC, przez co zabrano go na policyjny parking. Prawdopodobnie to zdarzenie było zapalnikiem tragedii.

  • Pojazd należący do obywatela Ukrainy został przetransportowany na parking policyjny zlokalizowany w Jarosławiu.
  • W godzinach porannych, około 9:00, sprawca wtargnął do jarosławskiego opactwa i zaatakował ludzi nożem.
  • Tragiczne wydarzenia miały miejsce w czwartek, 24 września 2026 roku. Ucierpiało pięć osób, a życia księdza Stanisława nie udało się uratować.

Sprawca ataku ranił pięć osób w jarosławskim opactwie

Ihor M., który dokonał krwawej napaści w klasztorze w Jarosławiu, planował wcześniej powrót do ojczyzny, na Ukrainę, kierując się na przejście w Korczowej na Podkarpaciu. Jak dowiedział się „Super Express”, powodem przymusowego odholowania jego samochodu na jarosławski parking był brak ważnej polisy OC. Wszystko wskazuje na to, że ten incydent był momentem zwrotnym.

Dramatyczne zdarzenia w Jarosławiu wstrząsnęły całą Polską. Według nieoficjalnych informacji „Super Expressu”, wiadomo już, co sprowadziło Ukraińca do miasta tamtego poranka. Ihor M. wracał do swojego kraju z Niemiec, gdzie na co dzień pracował i mieszkał.

- Przecież zatrzymaliby go na pierwszym posterunku, jakie rozstawione są niedaleko przejść granicznych i trafiłby do wojska. Po co to miał robić - zastanawia się Ukrainka mieszkająca w Polsce.

Napastnik zamierzał przekroczyć granicę polsko-ukraińską

Około szóstej rano samotnie podróżujący Ihor M. zjawił się w Korczowej, oddalonej od Jarosławia o zaledwie czterdzieści kilometrów.

Jak przekazano korepondentowi "Super Expressu" nieoficjalnie: "Nie miał OC, więc zgodnie z przepisami jego samochód został zawieziony na parking strzeżony lawetą”. Pojazd odstawiono do Jarosławia. W ślad za autem do miasta udał się również Ihor M., korzystając z busa lub łapiąc okazję. Można przypuszczać, że był wściekły, ponieważ jazda bez ubezpieczenia i koszty holowania wiążą się w Polsce z dotkliwymi karami finansowymi.

Sprawca najprawdopodobniej orientował się w topografii miasta i miał świadomość, że w murach opactwa często przebywają obywatele Ukrainy.

W rozmowie z „Super Expressem” pracownica klasztornej kuchni, również Ukrainka, wspominała, że w maju opactwo przyjęło ponad tysiąc ukraińskich pielgrzymów grekokatolickich. Gotowano dla nich barszcz i modlono się razem z Polakami.

Kobieta uciekła do Polski ze wschodu kraju zaraz na początku rosyjskiej inwazji. Twierdzi, że Ihora M. nigdy wcześniej tam nie widziała.

Z ciekawości poszła przyjrzeć się zatrzymanemu przez policję mężczyźnie, jednak jego twarz była jej zupełnie obca.

Zostaje modlitwa - mówi poseł Kowal 

Atak nożownika w klasztorze

Ukrainiec wtargnął do klasztoru o godzinie 9:00. Reszta wydarzeń to krwawy finał. Wszedł bez zaproszenia do kuchni i sprowokował awanturę. Chwycił za nóż.  Funkcjonariusze policji zjawili się na miejscu błyskawicznie. Gdy sprawca dostrzegł mundurowych, położył się na kościelnej posadzce. Przewieziono go na jarosławski SOR. Ktoś z obecnych zarejestrował moment prowadzenia go korytarzem. Filmik udostępnił w sieci między innymi jeden z europosłów Konfederacji. Wideo pokazuje napastnika zachowującego spokój.

Jednak świadek zdarzenia relacjonuje, że mężczyzna miewał napady agresji, podczas których krzyczał, odgrażał się i wszczynał awantury.

W wyniku ataku pięć osób zostało rannych, jedna z nich, ksiądz Stanisław, zmarła.