Niedźwiedzie terroryzują mieszkańców Podkarpacia. Drapieżniki spacerują pod samymi domami!

2026-05-25 19:00

Spotkania z dzikimi drapieżnikami na terenie Bieszczad i całego Podkarpacia stają się nagminną codziennością. Olbrzymie zwierzęta regularnie podchodzą pod okna, niszczą lokalne uprawy i całkowicie straciły naturalny lęk przed obecnością człowieka. Wśród miejscowej ludności rośnie ogromne przerażenie. „Kiedyś człowiek nie bał się chodzić po polu czy lesie. Dziś człowiek zastanawia się, czy bezpiecznie wypuścić dziecko przed dom" – wyznaje dziennikarzom „Super Expressu" mieszkanka miejscowości Niebieszczany. Pracownicy lasów próbują znaleźć satysfakcjonujące obie strony rozwiązanie, stawiając bezpieczeństwo ludzi na pierwszym miejscu przy jednoczesnej ochronie wyjątkowej bieszczadzkiej fauny. Rozwiązania tego trudnego konfliktu interesów poszukuje Mateusz Chłystun w swoim nowym materiale wideo zatytułowanym „Coraz Bliżej Siebie".

Mieszkańcy Niebieszczan obawiają się drapieżników

W wielu podkarpackich osadach potężne drapieżniki pojawiają się już nie na obrzeżach lasów, lecz pod drzwiami domostw. Doskonałym przykładem są pobliskie Niebieszczany położone tuż obok Sanoka. Chociaż to spora odległość od polsko-słowacko-ukraińskiego pogranicza, wieś regularnie odwiedzają dzikie zwierzęta. Zrozpaczeni mieszkańcy udowadniają ten fakt nagraniami z przydomowych kamer, na których widać spacerujące swobodnie drapieżniki.

„Tam cały czas chodzi po łąkach, koło domów, między domami. Każdy go widział" – relacjonuje „Super Expressowi" przypadkowo napotkana kobieta. Pozostali sąsiedzi chętnie wskazują dokładne lokalizacje na terenie wsi, gdzie potężne drapieżniki można spotkać praktycznie każdego kolejnego dnia.

„W niedzielę znowu był. Ludzie się boją, szczególnie ci, którzy mieszkają bliżej lasu" – dodaje w rozmowie z reporterem pan Witold.

Prawdziwy horror przeżywają przede wszystkim rodziny wychowujące małe pociechy. Jedna z zaniepokojonych matek udostępniła ekipie Super Expressu" film rejestrujący ogromnego osobnika przechodzącego powolnym krokiem tuż obok jej prywatnego budynku.

„Jak człowiek widzi go z daleka, to wydaje się mały. Ale jak porówna pan jego wielkość do drogi, przez którą przechodzi to to jest olbrzym. Dwa kroki i jest po drugiej stronie" – ocenia przerażona sytuacją mieszkanka osady.

Kobieta otwarcie przyznaje przed kamerami, że przebywanie na terenie własnej posesji przestało kojarzyć się jej z podstawowym poczuciem bezpieczeństwa.

„Kiedyś zwierzęta bały się ludzi. Ja wychowałam się tutaj i nie bałam się chodzić po lesie. Teraz boję się wypuścić dziecko do zabawy przed dom. Niedźwiedź zbiegnie z góry w chwilę. Gdzie człowiek ma uciekać?" – pyta retorycznie oburzona powagą sytuacji rozmówczyni.

Władze gmin apelują o odstrzał niedźwiedzi na Podkarpaciu

Miejscowa społeczność traci cierpliwość i coraz głośniej domaga się radykalnych kroków ze strony państwa. Spora grupa obywateli wprost postuluje fizyczną eliminację najgroźniejszych sztuk. Stosowne dokumenty w tej kontrowersyjnej sprawie trafiły już na biurka urzędników z kilku okolicznych gmin. Ludzie zauważają, że skala niebezpieczeństwa rośnie w niepokojącym tempie z każdym kolejnym sezonem.

„To już nie jest pojedynczy przypadek. Niedźwiedzi jest coraz więcej. Kiedyś miały po jedno albo dwa młode, teraz po trzy, nawet cztery" – zauważa kolejna zdesperowana mieszkanka bieszczadzkiej wsi.

Zupełnie inne spojrzenie na sprawę mają eksperci od ochrony przyrody, według których redukcja populacji nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Łukasz Lis reprezentujący Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Rzeszowie uspokaja, że zdecydowana większość tych ssaków woli unikać kontaktu z człowiekiem. Źródłem konfliktów jest zaledwie kilkadziesiąt zuchwałych sztuk, które przyzwyczaiły się do darmowej stołówki w pobliżu ludzkich osad.

„To nie jest tak, że każdy niedźwiedź podchodzi pod zabudowania. Problem dotyczy osobników, które skojarzyły obecność człowieka z łatwym dostępem do jedzenia" – precyzuje przedstawiciel rzeszowskiego RDOŚ.

Instytucja rozpoczęła właśnie wdrażanie programu pilotażowego mającego na celu śledzenie i skuteczne odstraszanie zbyt odważnych ssaków. Wytypowane drapieżniki otrzymają nowoczesne nadajniki telemetryczne, co pozwoli odpowiednim służbom na bieżące kontrolowanie ich położenia w terenie.

„Chcemy zaobrożować 18 osobników, które regularnie pojawiają się przy zabudowaniach. Jeśli niedźwiedź będzie zbliżał się do domów, grupa interwencyjna będzie go płoszyć, żeby zaczął kojarzyć sąsiedztwo człowieka jako coś nieprzyjemnego" – informuje szczegółowo pracownik ochrony środowiska.

Omawiana strategia obejmuje również rozstawienie w terenie szczelnych koszy na śmieci, które uniemożliwią drapieżnikom wyciąganie odpadków. To właśnie niezabezpieczone resztki pokarmowe oraz otwarte kompostowniki najsilniej wabią głodne zwierzęta na podwórka.

„To jest kluczowe. Jeśli ograniczymy dostęp do pożywienia, niedźwiedzie przestaną podchodzić pod zabudowania" – podsumowuje urzędnik odpowiedzialny za ratowanie bieszczadzkiej fauny.

Poważną przeszkodą w skuteczności systemu może okazać się jednak technologia, ponieważ system lokalizacyjny odświeża pozycję zwierzęcia tylko raz na dwie godziny. Powstaje zatem zasadnicze pytanie o szybkość ewentualnej reakcji służb w mocno nagłej sytuacji.

Obywatele Bereżnicy Wielkiej nie mają złudzeń co do wdrażanego projektu i nazywają go marnowaniem publicznych środków, ponieważ ich miejscowość już dwukrotnie doświadczyła bliskiego spotkania z drapieżnikiem. Pan Krzysztof Dębiński przeżył mrożące krew w żyłach starcie ze ssakiem we własnej stodole i twardo domaga się natychmiastowego zmniejszenia liczebności drapieżników. Identyczne stanowisko zajmują zszokowani mieszkańcy turystycznego Polańczyka, gdzie wielkie drapieżniki spacerowały pod lokalnym marketem dosłownie w przeddzień przyjazdu reporterów „Super Expressu".

Leśnicy twardo stoją przy swoim stanowisku i argumentują, że najbardziej dramatyczne sytuacje w głębi lasu wynikają wyłącznie z nagłego zaskoczenia dzikiego zwierzęcia. Zdecydowanie największe ryzyko ataku zachodzi w momencie zbliżenia się do legowiska lub wejścia pomiędzy matkę a jej małe potomstwo.

„Niedźwiedź zazwyczaj unika człowieka. Problem pojawia się wtedy, gdy zostanie zaskoczony albo poczuje zagrożenie" – uspokaja ponownie rzecznik rzeszowskiej dyrekcji ochrony środowiska.

Reportaż Mateusza Chłystuna obnaża problemy w Bieszczadach

Materiał zatytułowany „Coraz Bliżej Siebie" dobitnie udowadnia, że dla miejscowej ludności obecność drapieżników przestała być wyłącznie tematem akademickich debat. Rozmówcy każdego dnia obawiają się o zdrowie i życie swoich bliskich. Dziennikarz Mateusz Chłystun stworzył przejmujący obraz rzeczywistości, w której cywilizacja oraz dzika fauna krzyżują się na zdecydowanie zbyt małej przestrzeni.

Zastanawiamy się wspólnie, czy powołanie specjalnej ekipy odstraszającej przyniesie jakikolwiek pożądany skutek i czy władze centralne zaakceptują kontrowersyjne petycje. Widzowie dowiedzą się wreszcie, czy bieszczadzkie szlaki można w ogóle nazwać dziś bezpiecznymi. Odpowiedzi na te palące kwestie szukała ekipa telewizyjna „Super Expressu" w samym sercu narastającego konfliktu, na który zapraszamy w naszym specjalnym formacie.

Sonda
Spotkałeś kiedyś niedźwiedzia?
Jesienne Bieszczady