Matka porzuciła synów we mgle. Chciała zdobyć Bukowe Berdo

2026-10-18 14:03

Ośmioletni chłopiec płakał wniebogłosy, a jego 14-letni brat stał zagubiony obok górskiego szlaku. Matka postanowiła zostawić dzieci w gęstej mgle, tłumacząc to ich „marudzeniem”, po czym ruszyła na szczyt Bukowego Berda. Wystraszone rodzeństwo zeszło ze ścieżki i chciało iść w dół. Na szczęście z pomocą przyszli ratownicy oraz inni turyści.

Gęsta mgła w górach ogranicza widoczność na szlaku. O porzuconych dzieciach w Bieszczadach przeczytasz na Eska Rzeszów.
Autor: Oddział PTTK Rzeszów/ Facebook

Usłyszeli płacz i krzyk dziecka w drodze na Muczno

Do tego mrożącego krew w żyłach incydentu doszło w minioną sobotę, 17 października, na terenie Bieszczadów Wysokich. Sytuację zrelacjonował w internecie Oddział PTTK Rzeszów, którego członkowie maszerowali akurat grzbietem Bukowego Berda.

Wycieczkowicze byli niedaleko skrzyżowania niebieskiego i żółtego szlaku, prowadzącego do miejscowości Muczno. Panowała gęsta mgła, która znacząco ograniczała pole widzenia. W pewnej chwili wędrowcy usłyszeli zawodzenie. Obok ścieżki zauważyli dwóch chłopców w wieku 8 i 14 lat.

Młodsze z dzieci zanosiło się płaczem. Obaj byli mocno zdezorientowani i zszokowani. Kiedy zapytano ich o powód takiego stanu rzeczy, przyznali, że matka poszła na szczyt bez ich asysty.

„Na pytanie, co się stało, dowiadujemy się, że matka ich opuściła i poszła sama zdobyć szczyt. Powiedziała, że jak marudzą i nie chcą iść, to mają zaczekać piętnaście minut”

Matka poszła na górę Bukowe Berdo, syn zaczął błądzić we mgle

Z relacji braci wynikało, że od momentu, w którym kobieta odeszła, minęło dużo więcej czasu niż rzekomy kwadrans. Wędrowcy z PTTK zaopiekowali się rodzeństwem i postarali się uspokoić młodszego chłopca.

Chwilę wcześniej sytuacja wyglądała jednak dramatycznie, bowiem przerażony ośmiolatek zboczył z oznaczonej ścieżki i wszedł w borowiny, próbując zejść na dół. Biorąc pod uwagę gęstą mgłę, dziecko mogło bardzo łatwo zgubić drogę i oddzielić się od starszego brata.

Grupa turystów nie pozwoliła chłopcom nigdzie odchodzić i czekała z nimi, aż matka wróci z góry.

Matka chciała zdobyć cel: szczyt góry

Kobieta zeszła do dzieci po kilkunastu minutach. Młodszy syn natychmiast do niej pobiegł, chwycił za rękę i od razu uspokoił nerwy.

Grupa z Rzeszowa stanowczo zwróciła kobiecie uwagę, że porzucenie nieletnich dzieci w górach w takich warunkach pogodowych jest skrajnie nieodpowiedzialne. Ona jednak bagatelizowała problem, tłumacząc, że odeszła tylko na chwilkę, by wejść na górę, bo chłopcy przeszkadzali jej w zrealizowaniu upragnionego planu.

„Chciała iść w górę, a oni wymuszali zastopowanie osiągnięcia zaplanowanego celu”

Zarząd rzeszowskiego PTTK nie krył oburzenia postawą kobiety. Z ich relacji wynika, że matka zupełnie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Słowo "przepraszam" wykrztusiła dopiero wtedy, gdy poinformowano ją o konsekwencjach prawnych jej lekkomyślnego czynu.

„Żaden szczyt w Bieszczadach nie jest tego wart”

Rzeszowscy wędrowcy podkreślili dobitnie, że osobiste ambicje górskie nigdy nie powinny stać ponad bezpieczeństwem najmłodszych.

„Kobieto, żaden cel, żaden szczyt nie jest wart tego, co dziś zafundowałaś swoim dzieciom”

Internauci wściekli na matkę, która porzuciła dzieci

Ta nieprawdopodobna historia odbiła się szerokim echem w sieci. Internauci zamieścili prawie pięćset komentarzy pod postem PTTK Rzeszów. Zdecydowana większość ostro krytykowała matkę za pozostawienie dzieci samych i zwracała uwagę na rozpacz 8-letniego chłopca.

Wielu użytkowników żądało, by sprawą zajął się sąd rodzinny i policja. Jedna z komentujących pań uważała, że organy ścigania powinny zbadać, czy kobieta nie naraziła chłopców na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

Co ciekawe, znaleźli się też tacy, którzy próbowali usprawiedliwiać matkę. Argumentowali, że jeden z synów miał już 14 lat, a szlak rzekomo nie należał do trudnych, więc bracia musieli po prostu poczekać w wyznaczonym punkcie.

Ksiądz zginął podczas mszy. Spadł na niego ogromny krzyż

ROLKI