Spis treści
Rodzina Clarke w Tajlandii i śmierć jednego z pięcioraczków
O Dominice i Vincencie Clarke, a także ich jedenaściorgu dzieciach, usłyszała cała Polska. Rodzina zdobyła wielką popularność w lutym 2023 roku, kiedy to Dominika urodziła pięcioraczki – Elizabeth May, Evangeline Rose, Ariannę Daisy, Charlesa Patricka i Henry'ego Jamesa. Ogromna radość z powitania na świecie maluchów szybko zamieniła się w tragedię. Jeden z chłopców, Henry James, zmarł niedługo po narodzinach.
Aby poradzić sobie ze stratą i rozpocząć nowy rozdział, rodzina Clarke'ów podjęła decyzję o emigracji. Opuścili Polskę i osiedlili się w Tajlandii, na wyspie Koh Lanta.
Dominika regularnie publikuje w sieci relacje z ich codziennego życia. Jej materiały pokazują brutalną prawdę o wielodzietności – to ciągła walka z chaosem, zmęczeniem emocjonalnym i problemami logistycznymi przy opiece nad jedenaściorgiem pociech.
Dyskusje wokół matki pięcioraczków z Horyńca
Swoją działalnością w internecie Dominika łamie mit idealnego rodzicielstwa. Udowadnia, że opieka nad wielką gromadką to nie zawsze czyste ubranka i ciągły uśmiech, ale przede wszystkim potężny wysiłek i brak odpoczynku.
Taka otwartość często jednak spotyka się z ostrą krytyką. Internauci nie szczędzą matce uwag, oceniając warunki, w jakich dorastają jej dzieci. Wielu komentujących wielokrotnie sugerowało też, że kobieta powinna podjąć „normalną” pracę zarobkową.
Dominika Clarke atakuje hejterów. "Zniszczyłyście to"
W środę, 29 maja, na profilu Dominiki pojawił się bardzo ostry wpis. Kobieta ogłosiła w nim, że właśnie zrezygnowała z „normalnej” posady – dokładnie takiej, do jakiej namawiali ją złośliwi internauci.
„ZMUSILIŚCIE MNIE DO REZYGNACJI... CZY TAK WYGLĄDA WASZA „TROSKA”? Piszę to z ogromnym bólem, ale i z furią, której nie zamierzam już ukrywać. Zostałam zmuszona do rezygnacji z pracy w biurze” – rozpoczęła swój wpis.
„Nie potrafię pojąć logiki osób, które od dwóch lat wykrzykują w moją stronę: „zniknij z sieci i idź do normalnej pracy!”. Zrobiłam to. Otworzyłam biuro, nawiązałam współpracę, zaczęłam budować coś stabilnego poza mediami społecznościowymi. I co zrobiłyście, drogie „obrończynie”? Zniszczyłyście to, zanim na dobre ruszyło” – kontynuowała oburzona kobieta.
Jak zdradziła, musiała podjąć decyzję o odejściu, ponieważ hejterzy zaczęli atakować nie tylko ją, ale też jej partnerów biznesowych.
„Nękanie mojej wspólniczki, zastraszanie jej, ohydne kłamstwa o moich rzekomych długach i próby zaszczucia każdego, kto podał mi rękę - to jest Wasze „dobro dzieci”? Zabrałyście matce 11 dzieci możliwość legalnego zarobkowania w biurze. Czy teraz Wasze sumienia są czyste? Osiągnęłyście swój cel: dla bezpieczeństwa moich partnerów biznesowych i spokoju rodziny, wycofuję się z tego projektu. Ale nie myślcie, że to koniec” – podsumowała ostro sytuację.
Clarke zaznaczyła również, że zebrała wszystkie wiadomości z groźbami oraz zrzuty ekranu z dowodami celowego szkodzenia jej wizerunkowi. Cała dokumentacja została już przekazana prawnikowi.
„To już nie jest internetowy hejt - to jest celowe niszczenie reputacji i miejsca pracy, a za to w polskim prawie płaci się wysoką cenę” – ostrzegła.
Mama pięcioraczków ma nowy plan. Wróci do sieci
Pomimo porażki ze stacjonarnym biurem, Dominika Clarke nie zamierza się poddawać i przestawać zarabiać. Poinformowała, że planuje skupić się na działalności internetowej i wrócić do wyuczonego fachu.
„Już teraz zapraszam wszystkich, którzy chcą się uczyć języka angielskiego w radosnej atmosferze, na mój nowy profil: ANGIELSKI na 50 PLUS” – zachęciła na koniec w swoim poście.