Spis treści
Pogrzeb ks. Stanisława Zbojniewicza. Dwie uroczystości i ostatnie pożegnanie
Tragiczny los ks. Stanisława Zbojniewicza wstrząsnął wiernymi, którzy widywali go w konfesjonale i podczas mszy. Kapłan zmarł 24 września 2026 roku w wieku 67 lat. Z nekrologu dowiadujemy się, że w kapłaństwie spędził równe 40 lat.
Jako kapelan Archidiecezji Przemyskiej w ostatnich latach służył przy Kościele św. Mikołaja Biskupa i jarosławskim Opactwie. Pracował także jako kapelan w Wojewódzkim Szpitalu w Krośnie oraz służył m.in. w Zarczyckiej, Rogach, Domostawie czy Rzeszowie.
Ceremonie pożegnalne zmarłego tragicznie kapłana rozłożono na dwa dni.
W poniedziałek 28 września o godzinie 17:30 w Opactwie w Jarosławiu zaplanowano modlitwę różańcową. Pół godziny później, o 18:00, mszę świętą zwaną Eksportą odprawi abp Adam Szal.
Drugi dzień pożegnania odbędzie się w Grzęsce, skąd wywodził się kapłan. We wtorek 29 września o 10:30 w lokalnej świątyni rozpocznie się modlitwa różańcowa, a o 11:00 ruszy Msza Święta Pogrzebowa, której przewodniczyć będzie bp Stanisław Jamrozek. Zaraz po niej zmarły spocznie na cmentarzu w Grzęsce.
Wierni darzyli ks. Stanisława ogromną sympatią:
Dziewięć ran. Prokuratura ujawniła, co doprowadziło do śmierci księdza
Osoby zajmujące się śledztwem ujawniły początkowe ustalenia w sprawie bezpośredniej przyczyny zgonu kapłana. 24 września ks. Stanisław Zbojniewicz padł ofiarą ataku w jarosławskim opactwie.
Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz z przemyskiej Prokuratury Okręgowej poinformowała na antenie Radia ESKA, że zamordowany duchowny miał na ciele dziewięć ran. Zgodnie z ustaleniami biegłych medycyny sądowej, osiem z nich zadano przy użyciu noża.
Rany umiejscowione były na tułowiu ofiary. Te zadane w okolicach klatki piersiowej oraz płuc były najpoważniejsze i to one doprowadziły do śmierci księdza.
— Obrażenia były zlokalizowane w obrębie tułowia. Ciosy, które były zadane w okolice bezpośrednio klatki piersiowej, okolice płuc, okazały się śmiertelne, przyczyniły się bezpośrednio do zgonu — przekazała Radiu ESKA Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
„Nasz dziadzio w sutannie”. Tak zapamiętają go mieszkańcy
Emerytura nie oznaczała dla ks. Stanisława rezygnacji z życia pełnego aktywności. Według relacji znajomych, kapłan emanował życzliwością, ciepłem i dużą dawką energii.
Wielu uważało go za kogoś więcej niż tylko księdza. Ukrainka pracująca w przyklasztornej kuchni, pani Katia, powiedziała „Super Expressowi”, że był dla nich po prostu „dziadkiem”.
— To był taki nasz dziadek. Mówiliśmy o naszym księdzu Stasiu właśnie tak: nasz dziadzio w sutannie — wspominała kobieta.
Jak podkreślała, jeszcze przed śmiercią ksiądz obchodził swoje urodziny, a spływające od wielu osób życzenia przyjmował, mając dla każdego chwilę i miłe słowo.
Ks. Stanisław szczególną uwagę przykładał do posługi w konfesjonale. Spowiadanie wiernych traktował priorytetowo. Właśnie tam, w trakcie pełnienia swoich obowiązków, zaskoczył go nożownik.
Kochał wieś, ogród i ludzi
Szczególnym miejscem dla kapłana była Grzęska obok Przeworska. Tu zlokalizowany był jego dom, gdzie z przyjemnością powracał. Czas wolny spędzał pracując w ogrodzie, dbając o sad i własne warzywa.
Wspomnienia bliskich mówią, że uwielbiał obdarowywać innych swoimi zbiorami. Jeździł swoim leciwym Audi na wieś, żeby pilnować gospodarstwa i składać wizyty na cmentarzach swoich krewnych.
— To było szczęście mieć takiego sąsiada — mówił w rozmowie z „Super Expressem” Zbigniew Kiszka, sołtys Grzęski.
Z relacji lokalnej społeczności wynika, że ks. Stanisław kochał towarzystwo. Choć z natury cichy i skromny, często wdawał się w dyskusje z mieszkańcami, składał im wizyty i zachęcał do odwiedzin u siebie.
— Chodził po wsi, odwiedzał ludzi, a ludzie odwiedzali jego. Chętnie zapraszał na herbatę — wspominali mieszkańcy.
W świadomości wiernych mocno zapisała się dewiza, według której w pierwszej kolejności dostrzegał człowieka, a w dalszej jego trudności czy zasady. Daniel Krawiec, wójt z Przeworska zaznaczał, że dla zmarłego księdza niezwykle istotne było, aby dla każdego znaleźć odpowiednią ilość czasu.
— Był takim człowiekiem, który każdego chciał wysłuchać i zawsze znalazł czas, żeby to zrobić — mówił.
Obecnie wierni z Jarosławia, Grzęski oraz wszystkich lokalizacji, w których działał ks. Stanisław Zbojniewicz, przygotowują się, by go ostatecznie pożegnać w trakcie uroczystości rozłożonych na dwa dni.