Spis treści
Tragedia na Węgrzech. Wypadek polskiego autokaru pochłonął 12 ofiar
Wyjaśnianie okoliczności potwornego zdarzenia z udziałem polskiego autobusu pasażerskiego na terytorium Węgier wkroczyło w decydującą fazę. Rzecznik tamtejszych służb mundurowych Attila Janasoczki poinformował w niedzielę dziennikarzy Polskiej Agencji Prasowej, że obecnie śledczy najpoważniej traktują wersję o zmorzeniu kierowcy snem w trakcie prowadzenia pojazdu.
- Około godz. 1 w nocy autokar na polskich numerach rejestracyjnych, jadący autostradą M3, zjechał na prostym odcinku drogi do rowu i przewrócił się. Według wstępnych ustaleń kierowca prawdopodobnie zasnął – przekazał Janasoczki.
Fakt, iż do dramatu doszło na całkowicie prostym fragmencie trasy, może okazać się niezwykle istotny dla przebiegu dalszego dochodzenia. Mundurowi szczegółowo analizują obecnie wszystko to, co wydarzyło się na pokładzie maszyny na krótko przed jej gwałtownym opuszczeniem pasa ruchu.
Dramatyczny bilans wypadku na autostradzie M3. Nie żyje 12 osób
Skutki tego zdarzenia są wyjątkowo tragiczne. W momencie wypadku wewnątrz pojazdu przebywało łącznie 59 osób, w tym dwóch szoferów oraz 57 podróżnych. Obaj mężczyźni prowadzący autokar przeżyli katastrofę, jednak jeden z nich odniósł obrażenia.
Życie straciło aż dwunastu uczestników wyjazdu. Siedmiu najciężej poszkodowanych pacjentów toczy dramatyczną walkę o przetrwanie w okolicznych placówkach medycznych na Węgrzech. Z kolei u czterdziestu innych pasażerów stwierdzono znacznie lżejsze obrażenia ciała.
Tamtejsze jednostki policyjne wciąż intensywnie pracują w rejonie, w którym doszło do tego śmiertelnego incydentu. Zdecydowano już o oficjalnym zatrzymaniu kierującego pojazdem w celu wykonania niezbędnych czynności procesowych.
Głównym zadaniem prokuratorów jest definitywne rozstrzygnięcie, czy to chwilowa utrata świadomości przez szofera doprowadziła do zjechania z jezdni. Weryfikowane będą także potencjalne inne czynniki, które mogły wpłynąć na utratę kontroli nad maszyną w kluczowym momencie.
Polacy wracali z Bośni i Hercegowiny. Wypadek przekreślił spokojną podróż
Przedstawiciele rzeszowskiego Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego poinformowali, że ofiary to w większości pątnicy z regionu, którzy właśnie kończyli swoją wyprawę do Bośni i Hercegowiny. Miał to być standardowy powrót do ojczyzny po zakończonym wyjeździe. Bezproblemowa trasa zamieniła się jednak w najczarniejszy scenariusz, stając się jednym z najbardziej przerażających wypadków z udziałem polskiego transportu w minionych latach.
Warto podkreślić, że do opisywanego wypadku doszło krótko po godzinie pierwszej w nocy w okolicach niewielkiej osady Mezőkeresztes. Pojazd poruszał się wówczas wschodnim odcinkiem autostrady M3, zmierzając docelowo w stronę węgierskiego miasta Nyíregyháza.
Jak wynika z raportów dostarczonych przez policjantów obsługujących zdarzenie, autokar przemieszczał się po pozbawionej jakichkolwiek łuków i zakrętów drodze szybkiego ruchu, po czym nagle zsunął się na pobocze, runął do głębokiego rowu i ostatecznie przewrócił na bok.
Od razu po zgłoszeniu na autostradzie zainicjowano potężne działania służb ratowniczych. Zastępy straży pożarnej musiały ewakuować rannych ze zniszczonego pojazdu, a część ofiar utknęła pod zmiażdżoną bryłą autokaru. Podniesienie potężnej, 24-tonowego pojazdu wymagało użycia wysoce specjalistycznych urządzeń dźwigowych.
W operacji ratowania poszkodowanych wzięły udział dziesiątki miejscowych medyków i strażaków. Ze względu na powagę sytuacji zdecydowano również o błyskawicznym wysłaniu w rejon tragedii polskiego śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Infolinia w polskiej ambasadzie w Budapeszcie dla krewnych poszkodowanych
Reagując na dramatyczne doniesienia o wypadku polskiego pojazdu, budapeszteńska Ambasada RP zorganizowała dedykowane centrum kontaktu telefonicznego. Ma ono na celu udzielenie niezbędnego wsparcia zaniepokojonym rodzinom oraz przyjaciołom uczestników feralnego wyjazdu.
Krewni mogą dzwonić pod wskazany numer +36 20 472 9502, aby dowiedzieć się czegokolwiek o losie swoich najbliższych biorących udział w zdarzeniu. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski ostrzegł jednocześnie, że z powodu ogromnej liczby napływających połączeń, stykające się z olbrzymim zainteresowaniem telefony mogą okresowo nie odpowiadać.