Katastrofa śmigłowca koło Rzeszowa. Pasażer wysiadł na chwilę przed tragedią

Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport po katastrofie śmigłowca Robinson R44 II, do której doszło 29 listopada 2025 r. koło Rzeszowa. W dokumencie czytamy, kilka chwil przed tragedią ze śmigłowca wyszedł jeden z pasażerów.

  • Prywatny lot śmigłowcem z Krosna do Przeworska zakończył się tragiczną katastrofą.
  • Jeden z pasażerów opuścił maszynę podczas międzylądowania, tuż przed wznowieniem lotu.
  • Utrata łączności i pogarszające się warunki pogodowe poprzedziły znalezienie wraku i ciał dwóch osób.

Pasażer wysiadł na chwilę przed tragedią

Z raportu wynika, że pilot zaplanował prywatny lot na trasie Krosno – Przeworsk, początkowo z dwoma pasażerami na pokładzie. Start nastąpił o godz. 14:10, a 12 minut później pilot skontaktował się z wieżą Rzeszów–Jasionka, zgłaszając lądowanie i około 10-minutowy postój. W trakcie postoju jeden z pasażerów opuścił śmigłowiec, a po ponownym starcie pilot potwierdził zamiar kontynuowania lotu do Przeworska.

Utrata łączności, akcja służb i miejsce katastrofy

O 14:52 kontrolerzy bezskutecznie próbowali nawiązać łączność z pilotem. Kilka minut później napływały pierwsze sygnały o możliwym zdarzeniu. O 14:59 pojawiła się informacja o prawdopodobnym przymusowym lądowaniu na południe od Rzeszowa, a następnie zgłoszenia o wypadku w rejonie Malawy.

Próby kontaktu telefonicznego również nie przyniosły efektu. Policja przekazała, że przed 15:00 wpłynęło zgłoszenie o wypadku w terenie zalesionym, co uruchomiło dalsze działania.

Około 15:35 potwierdzono, że do katastrofy doszło w miejscowości Cierpisz koło Malawy (gmina Łańcut). Odnaleziono ciała dwóch osób oraz szczątki śmigłowca.

Zniszczenia i pogarszająca się pogoda

PKBWL wskazuje, że maszyna została całkowicie zniszczona po zderzeniu z drzewostanem; doszło też do pożaru, m.in. po pęknięciu jednego ze zbiorników paliwa.

W raporcie odnotowano również pogarszające się warunki meteorologiczne: między 14:00 a 16:00 podstawa chmur obniżała się nawet do 50–100 metrów, a widzialność na stacji Rzeszów–Jasionka spadała stopniowo do 300 metrów, przy mgle.

Na tym etapie komisja nie formułuje jeszcze przyczyn wypadku. Zabezpieczono wrak do dalszych badań, zebrano dokumentację obsługową i dane o uprawnieniach pilota, pobrano próbkę paliwa oraz oświadczenia świadków.

Tłumy narciarzy w bydgoskim Myślęcinku. Byliśmy na Stefanowym Stoku