Eutanazja zwierząt w schronisku na Podkarpaciu? Fundacja zarzuca rażące zaniedbania, właściciel odpowiada

Fundacja Kocia Wyspa publikuje zdjęcia, nagrania i opisuje relacje świadków, które – jak twierdzi – mają dokumentować nieprawidłowości w schronisku Azorkowo w Sigiełkach (gmina Krzeszów). Właściciel placówki odpiera zarzuty, mówi o „pomówieniach” po zerwaniu współpracy i podkreśla, że liczne kontrole nie wykazały uchybień. Obie strony zapowiadają, że sprawa znajdzie finał w sądzie.

Spór o schronisko Azorkowo

i

Autor: Ron Martinez/ Pexels.com

 

Fundacja Kocia Wyspa o schronisku Azorkowo 

Członkowie Fundacji Kocia Wyspa w ostatnich dniach nagłaśniają nieprawidłowości, do których ma dochodzić w schronisku Azorkowo w Sigiełkach w gminie Krzeszów na Podkarpaciu. Opisują i publikują zdjęcia oraz nagrania, które obciążają właściciela schroniska. Wśród zarzutów fundacja wymienia m.in. eutanazję zdrowych, ale trudnych do adopcji zwierząt oraz zaniedbania w opiece, zwłaszcza w czasie zimy.

Skontaktowaliśmy się z fundacją, aby osoby zaangażowane w sprawę mogły opowiedzieć o własnej perspektywie tego sporu.

Mamy zeznania świadków, naszych wolontariuszy i osób zaangażowanych w środowisku. Zgłaszają się do nas ludzie, którzy będą gotowi zeznawać. Mamy zdjęcia oraz nagrania wideo warunków, w których żyją psy i koty w Azorkowie, oraz stanu w jakim trafiały one do fundacji Kocia Wyspa – mówi Julia Krępa, wolontariuszka.

Jak dodaje, fundacja jest też w posiadaniu dokumentacji medycznej z lecznic, które „usiłowały ratować kociaki zabrane ze schroniska”

 Zostały udokumentowane dokładne godziny, w których pracownicy schroniska pojawiali się dzień po dniu. Bywało, że wizyty trwały około 19 minut. Nie jest fizycznie możliwe, żeby przez ten czas nalać wody, nakarmić zwierzęta, czyli psy i koty, które tam mieszkają, posprzątać kojce. Już nie mówiąc o jakiejkolwiek interakcji z tymi zwierzętami, której one najzwyczajniej w świecie potrzebują – dodaje wolontariuszka.

Właściciel schroniska: ilość hejtu jest przerażająca

Skontaktowaliśmy się z właścicielem schroniska Azorkowo Jerzym Sulikowskim, lekarzem weterynarii, który podkreślił, że opisywane przez Fundację Kocia Wyspa sytuacje i stawiane przez nich zarzuty są pomówieniem.

 Mogę powiedzieć tylko tyle, że to wszystko są pomówienia związane z tym, że zerwaliśmy współpracę. Dochodziło do nadużyć z ich strony. To wszystko będzie miało swój finał w sądzie – zapewnił Jerzy Sulikowski.

W rozmowie z nami przekazał, że „w ciągu kilku dni schronisko przeszło kilkanaście kontroli".

 Był wojewoda, był wojewódzki lekarz weterynarii, powiatowy lekarz weterynarii, 10 komisji gminnych. W żadnym protokole nie ma zastrzeżenia – mówi właściciel schroniska. - Takiego natężenia kontroli nie mieliśmy nigdy. Mogę jeszcze powiedzieć, że w tamtym roku oddaliśmy 190 zwierząt do adopcji, w tym roku do adopcji, bądź do swoich domów wróciło 21 psów – dodał.

Jerzy Sulikowski odniósł się także do hejtu, który wylał się na jego osobę i jego działalność.

 Ta sytuacja wpływa na to, że my nie jesteśmy w stanie pracować. Ilość hejtu na nas jest przerażająca – skomentował.

Prezes Fundacji Kocia Wyspa o zaniedbaniach w schronisku

Na pytanie, czy w czasie działalności wolontariuszy w schronisku, placówka była kontrolowana przez instytucje słyszymy, że członkowie fundacji nie mieli wiedzy o planowanych kontrolach. - Mieliśmy możliwość wejścia do schroniska tylko raz w tygodniu – mówi Katarzyna Borek, prezes Fundacji Kocia Wyspa.

 Podczas pół roku, kiedy mieliśmy możliwość tam jeździć, taka kontrola była na naszym dyżurze jeden raz. Mieliśmy wrażenie, że wręcz zostało to wykorzystane, że nasi wolontariusze tam przyjeżdżają, żeby pokazać, że psy są dobrze zaopiekowane, szczęśliwe i mają możliwości spacerów – dodaje.

Katarzyna Borek tłumaczy również, jak właściciel i pracownica schroniska mieli reagować na zgłaszane przez wolontariuszy problemy. W rozmowie z nami wspomina o słomie, której brak w kojcach tłumaczony był – jak wspomina – względami sanitarnymi i normami.

Niestety im bardziej intensywne były nasze prośby i im bardziej intensywne były nasze działania mające na celu uchronić psy przed zimnem, tym bardziej i pracownica schroniska i właściciel byli tym poirytowani, aż w końcu jak wiadomo zostaliśmy ze schroniska usunięci – dodaje.

Sprawa znajdzie swój finał w sądzie

 Wolontariuszka, Julia Krępa w rozmowie z reporterem Radia Eska przekazała, że codziennie do fundacji zgłaszają się ludzie, którzy opowiadają im historię swojego zwierzęcia. Część z tych osób, jak i sami członkowie Kociej Wyspy będą zeznawać w sądzie. Zapytani o to, co chcą osiągnąć poprzez opowiedzenie tej historii zaznaczają, że „chcemy, aby to schronisko przestało krzywdzić zwierzęta, aby zostało otwarte dla osób z zewnątrz, wolontariuszy i aby jego działalność była przejrzysta”.

Apel prezes Fundacji Kocia Wyspa

 Katarzyna Borek, prezes Fundacji Kocia Wyspa zaapelowała o to, aby powstrzymać się od hejtu i przemocy. – To w niczym nie pomoże – mówi i dodaje, że „jesteśmy jak najbardziej przeciwni obrażaniu i atakowaniu ludzi osobiście”.

Wszystkie informacje, które przekazujemy w internecie, przez media społecznościowe nie są absolutnie wymierzone w ludzi, nie są to osobiste oskarżenia. Jest to nasza niezgoda na fakty, które mają miejsce w tym schronisku i w tej lecznicy. Nie zgadzamy się z niepotrzebnym zadawaniem cierpienia zwierzętom i z tym w jakich warunkach są przetrzymywane. […] Hejt nie jest naprawdę w niczym pomocny, on tylko tutaj może zaszkodzić. Najważniejsze są konkretne działania, takie jak kontrolowanie tego, co się dzieje ze zwierzętami po przekazaniu do gmin - podkreśla. 

Dodatkowo, Katarzyna Borek, chce odnaleźć osoby, które mają doświadczenie w podobnych interwencjach.

 Już z takimi osobami udało się nawiązać kontakt. Są to ludzie, którzy brali udział w zamykaniu największych i najgorszych schronisk w Polsce. Na pewno z takiej pomocy skorzystamy – mówi.

Odpowiedź pełnomocnika: schronisko pozostanie otwarte 

Na prośbę właściciela schroniska skierowaliśmy także pytania do jego pełnomocnika. Zapytaliśmy między innymi o to, jak dalej potoczy się sytuacja związana ze sporem, oraz czy schronisko pozostanie otwarte.

 Umieszczone przez Fundację "Kocia Wyspa" zarzuty są wysoce nieprawdziwe, są obrzydliwe i stanowią zemstę za zakończenie współpracy z tą Fundacją, przez mojego Klienta. Zakończenie współpracy nastąpiło ze względu na nieprawidłowości ze strony Fundacji, które będą przedmiotem oceny innych podmiotów i organów w tym organów ścigania. Schronisko, które jest prowadzone przez mojego Klienta od kilku lat jest przedmiotem corocznych kontroli organów państwowych, samorządowych i kontroli społecznych. Po wybuchu afery w tym miesiącu schronisko było przedmiotem kontroli licznych podmiotów, tj. Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, Wojewody Podkarpackiego, urzędników różnych Gmin oraz kontroli społecznych w tym kontroli dokonanej przez inne fundacje i prywatnych woluntariuszy. Wyniki tych kontroli nie potwierdziły, chociażby w minimalnym stopniu stawianych zrzutów – czytamy w odpowiedzi.

Pełnomocnik Janusz Szpila dodaje, że „zarzut nielegalnych eutanazji jest obrzydliwym pomówieniem, wyssanym z palca o czym świadczy chociażby przykład, że Fundacja w poście z dnia 19 stycznia 2026 roku zarzuciła mojemu Klientowi eutanazję znalezionego zwierzęcia, podczas gdy pies ten od dawna był w domu u swojego właściciela”.

  Przykład ten świadczy nie o trosce Fundacji o zwierzęta ale o chęci zniszczenia mojego Klienta jako lekarza weterynarii, zniszczenia jego działalności w tym prowadzanego schroniska, które było tak wyczekiwane przez samorządy w tym regionie województwa – dodaje.

Janusz Szpila podkreśla, że wobec Fundacji zostały podjęte kroki prawne, w tym zostały lub zostaną złożone zawiadomienia do organów ścigania o możliwości popełnienia przestępstw. Chodzi o zniesławienia, znieważenia, groźby karalne i nawoływanie do popełniania przestępstw.

 Ponadto zostały wystosowane odpowiednie wezwania do Fundacji i osób z nią związanych oraz komentujących w zakresie zaprzestania dalszego naruszenia prawa i wezwania do wykonania odpowiednich obowiązków celem naprawiania szkody i krzywdy, które zostały wyrządzone mojemu Klientowi przez te obrzydliwe bezpodstawne pomówienia. W wyniku działań Fundacji, które uzyskały niestety rozgłos ogólnopolski w mediach, w tym mediach telewizyjnych mój Klient stał się ofiarą linczu, hejtu, zniesławienia, pomówienia oraz gróźb karalnych. Spowodowało to uszczerbek na jego zdrowiu oraz jego rodziny i będzie dochodzić ochrony swoich praw – tłumaczy Janusz Szpila.

Jak podkreśla pełnomocnik schronisko pozostanie otwarte i będzie działać „w ten sam sposób jak działa od kilku lat” – podsumowuje.

Dawid przeżył piekło. Porwano go z ulicy i połamano ręce