Co stało się z polskim lekarzem? Nowy trop w Kolumbii. Detektywi wskazują na niepokojący scenariusz

Ostatnia rozmowa trwała zaledwie kilkanaście sekund. Polski lekarz zapewniał przyjaciela, że bezpiecznie wylądował paralotnią w trudno dostępnym terenie Kolumbii. Obiecał wysłać lokalizację, ale kontakt się urwał. Teraz sprawą Witolda Gilarskiego zajmuje się polski zespół detektywów, który po analizie danych telekomunikacyjnych wytypował nowy obszar poszukiwań. Śledczy nie wykluczają ani tragicznego wypadku, ani uprowadzenia.

Tajemnicze zaginięcie polskiego lekarza w Kolumbii. Detektywi sprawdzają nowy trop

Zaginięcie Witolda Gilarskiego, polskiego lekarza i doświadczonego paralotniarza, wciąż pozostaje niewyjaśnione. Mężczyzna zaginął w Kolumbii, a jego los od miesięcy jest zagadką. Teraz do sprawy wraca polski zespół detektywów, który po wielu tygodniach analiz rozpoczął działania poszukiwawcze na miejscu.

W zespole są byli funkcjonariusze służb specjalnych i Policji oraz byli operatorzy wojsk specjalnych. Detektywi współpracują ze specjalistami z innych krajów i korzystają z informacji pozyskiwanych od lokalnych źródeł. Ich celem jest zweryfikowanie nowych ustaleń i sprawdzenie miejsc, które wcześniej mogły nie zostać objęte poszukiwaniami.

Jak przekazuje Dawid Burzacki, kierujący polskim zespołem, szczegółowa analiza danych telekomunikacyjnych pozwoliła wytypować obszar, który może mieć kluczowe znaczenie dla sprawy.

– Za nami wiele tygodni bardzo intensywnej pracy i setki godzin analiz. (...) Efektem jest wytypowanie obszaru, który w naszej ocenie może mieć kluczowe znaczenie dla dalszych poszukiwań. Udało nam się bardzo znacząco zawęzić teren działań – mówi Dawid Burzacki.

Ostatni telefon trwał kilkanaście sekund. Potem kontakt się urwał

Jednym z najważniejszych elementów sprawy pozostaje ostatnia znana rozmowa z Witoldem Gilarskim. Według informacji przekazanych rodzinie doszło do niej 2 marca 2025 roku, w godzinach popołudniowych. Połączenie trwało zaledwie kilkanaście sekund.

Mężczyzna miał poinformować przyjaciela, że nie uległ wypadkowi, lecz wylądował w trudnym, niedostępnym terenie. Zapewniał, że nic mu się nie stało. Mówił również, że zamierza schodzić w dół zbocza, wzdłuż strumienia.

Na prośbę przyjaciela miał przesłać swoją lokalizację. Nie zdążył tego zrobić. Połączenie zostało przerwane, a kontakt z mężczyzną się urwał.

Detektywi zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół: według ich ustaleń telefon zaginionego wykazywał aktywność w sieci komórkowej również po ostatniej rozmowie. To jednak nie oznacza automatycznie, że z urządzenia nadal korzystał jego właściciel.

– Musimy wyraźnie rozróżnić ostatni kontakt człowieka od ostatniej zarejestrowanej aktywności jego telefonu. To dwie zupełnie różne rzeczy. Urządzenie może pozostawać aktywne również wtedy, gdy jego właściciel nie ma już nad nim kontroli – wyjaśnia Burzacki.

Analiza danych dotyczących stacji bazowych została zestawiona z ukształtowaniem terenu i informacjami zebranymi podczas rozpoznania. Zespół nie ujawnia dokładnych lokalizacji, które zamierza sprawdzić.

Czy polskiego lekarza szukano w niewłaściwym miejscu?

Według detektywów wcześniejsze poszukiwania mogły koncentrować się na niewłaściwym obszarze. Ich zdaniem mogło to wynikać z pierwotnej interpretacji danych lokalizacyjnych.

Trzeba jednak pamiętać, że dane BTS nie wskazują automatycznie dokładnego miejsca pobytu telefonu. Pozwalają wyznaczyć obszar, który wymaga dalszej weryfikacji, ale same w sobie nie rozstrzygają, gdzie znajdował się zaginiony.

– W naszej ocenie wcześniejsze działania poszukiwawcze mogły koncentrować się na niewłaściwym terenie. (...) Wyniki wskazują na obszar, który naszym zdaniem wymaga bardzo dokładnego sprawdzenia. Nie oznacza to jednak, że znamy dokładne miejsce pobytu Witolda – podkreśla Burzacki.

Nowy kierunek poszukiwań może mieć duże znaczenie. Górzysty departament Antioquia obejmuje tereny trudno dostępne, a nawet niewielka różnica w interpretacji lokalizacji może zmienić obszar, który należy sprawdzić.

Uprowadzenie i nielegalne kopalnie złota? Detektywi badają niepokojącą hipotezę

Polski zespół nie wyklucza, że Witold Gilarski mógł paść ofiarą przestępstwa. Jedna z rozpatrywanych wersji zakłada uprowadzenie i możliwość przetrzymywania go w odizolowanym miejscu.

W części departamentu Antioquia działają nielegalne kopalnie złota i związane z nimi nieformalne osady. Niektóre z nich znajdują się daleko od głównych szlaków komunikacyjnych. Detektywi analizują, czy zaginiony mógł trafić do takiego miejsca.

W tej hipotezie znaczenie ma również jego zawód. Wiedza medyczna mogłaby być przydatna w odizolowanej społeczności, która ma ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej. To jednak wyłącznie jedna z wersji wydarzeń — nie ma potwierdzonych dowodów, że lekarz został uprowadzony lub przebywa w nielegalnej osadzie.

– Nie ukrywam, że mamy kilka hipotez, które będziemy kolejno weryfikować metodą sprawdzania i eliminacji. Niestety jedna z nich zakłada możliwość uprowadzenia – mówi Dawid Burzacki.

Tragiczny wypadek w górach? Detektywi nie wykluczają kolejnego scenariusza

Zespół bierze pod uwagę również nieszczęśliwy wypadek. Teren, w którym zaginął lekarz, jest górzysty, a strome zbocza, głębokie doliny, rzeki i gęsta roślinność mogą utrudniać poruszanie się oraz prowadzenie poszukiwań.

Dodatkowym utrudnieniem mogą być wcześniejsze urazy nóg Witolda Gilarskiego. Według informacji przekazanych przez rodzinę mężczyzna wielokrotnie doznawał złamań kończyn dolnych, a dłuższe marsze mogły sprawiać mu trudność i powodować ból.

Upadek, poważny uraz, utrata orientacji czy wpadnięcie do rzeki to scenariusze, które — zdaniem zespołu — również trzeba sprawdzić.

Detektywi nie wykluczają także świadomego zerwania kontaktu, choć nie przedstawili potwierdzonych informacji wskazujących na taki przebieg wydarzeń.

– Największym błędem jest przywiązanie się do jednej wersji wydarzeń. Nie możemy pozwolić, aby nasze przekonania zastępowały dowody – zaznacza Burzacki.

Rodzina wciąż czeka na odpowiedź. Żona nie traci nadziei

Za kolejnymi analizami i hipotezami stoi dramat rodziny, która od miesięcy nie wie, co stało się z Witoldem Gilarskim. Jego żona, Elżbieta Gilarska, nadal ma nadzieję na szczęśliwe zakończenie poszukiwań.

Apeluje do wszystkich, którzy mogli spotkać jej męża lub posiadają informacje na temat jego zaginięcia, by zgłosili się do osób prowadzących poszukiwania. Nawet pozornie nieistotny szczegół może pomóc w ustaleniu, co wydarzyło się w Kolumbii.

Polski zespół informuje, że przekazał swoje ustalenia polskiej ambasadzie w Bogocie oraz właściwym lokalnym służbom. Zapowiada również dalsze sprawdzanie wytypowanych obszarów i weryfikację kolejnych informacji.

Widziałeś Witolda Gilarskiego? Każda informacja może pomóc

Witold Juliusz Gilarski ma około 179 cm wzrostu, waży około 90 kg, ma niebieskie oczy, blond włosy z siwizną i siwy zarost. Nosi okulary. Charakterystyczną cechą jest sposób chodzenia — mężczyzna utyka z powodu przebytych urazów nóg.

W chwili zaginięcia miał mieć na sobie czarne ubranie i prawdopodobnie buty trekkingowe. Podróżował ze sprzętem paralotniowym, w tym paralotnią Skywalk MINT w kolorach ciemnoszarym, białym i fioletowo-bordowym.

Mężczyzna posługuje się językami polskim, hiszpańskim i angielskim. W kontaktach z osobami hiszpańskojęzycznymi miał przedstawiać się również jako „Victor”.

Osoby, które posiadają informacje mogące pomóc w ustaleniu jego losu, mogą skontaktować się z zespołem poszukiwawczym pod adresem: [email protected].

Na razie nie wiadomo, co stało się z polskim lekarzem. Nowe ustalenia detektywów mogą pomóc zawęzić obszar poszukiwań, ale nie przesądzają, jaki był los Witolda Gilarskiego. Rodzina wciąż czeka na odpowiedź, a zespół zapowiada dalsze działania.

ROLKI