Spis treści
- Trwa zbiórka dla bliskich zmarłych strażaków w Nisku
- Brak strażaków w jednostce w Nisku. „Puste miejsca”
- Bartłomiej Pieróg osierocił nienarodzone dziecko
- Wojciech Garbacz od zawsze marzył o byciu strażakiem
- Weszli jako pierwsi do płonącej hurtowni w Nisku
- Strażacy z Niska wezwali pomoc. Sygnał „ratunek”
- Gigantyczna akcja gaśnicza w Nisku. 151 strażaków walczyło z ogniem
- Hołd dla zmarłych strażaków. Syreny w całej Polsce
Trwa zbiórka dla bliskich zmarłych strażaków w Nisku
Fundacja Siepomaga we współpracy z Krajową Sekcją Pożarnictwa NSZZ „Solidarność” rozpoczęła akcję charytatywną. Zebrane środki trafią do rodzin dwóch funkcjonariuszy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku, którzy ponieśli śmierć w trakcie piątkowych działań gaśniczych.
Inicjatywa wystartowała 16 października i zaplanowana jest do 30 listopada 2026 r. Już w sobotnie popołudnie na dedykowanym koncie zgromadzono ponad 285 tys. zł od przeszło 4,3 tys. darczyńców. Suma ta błyskawicznie się powiększa.
Brak strażaków w jednostce w Nisku. „Puste miejsca”
Inicjatorzy zbiórki zaznaczają, że oddanie czci zmarłym to naturalny odruch ich współpracowników. Obecnie niezbędne jest jednak wsparcie finansowe dla bliskich, którzy obok radzenia sobie ze stratą, będą musieli sprostać codziennym wydatkom.
„Dzisiaj w jednostce zostały po nich dwa puste miejsca” - czytamy w oficjalnym komunikacie akcji.
Jak podkreślają organizatorzy, wspólne ćwiczenia i wyjazdy do niebezpiecznych zdarzeń budują między ratownikami bardzo silne relacje. Szczególnie trudne momenty przechodzą strażacy zaangażowani w akcję ratunkową Bartłomieja i Wojciecha.
„Wszyscy możemy zrobić dzisiaj więcej. Możemy pomóc zabezpieczyć przyszłość najbliższych, którzy najdotkliwiej przeżyją tę stratę” - dodali twórcy zbiórki.
Bartłomiej Pieróg osierocił nienarodzone dziecko
Asp. Bartłomiej Pieróg w wieku 27 lat miał już za sobą cztery lata służby. Do straży dołączył we wrześniu 2019 r., a w 2021 r. został absolwentem Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie. Ostatnio powierzono mu funkcję dowódcy sekcji.
Znał się na swoim fachu, był świetnie przygotowany i szanowany w środowisku. W domu czekała na niego żona. Para w niedługim czasie spodziewała się narodzin pierwszego dziecka.
Tragedia sprawiła, że kobieta pozostała sama nie tylko z żałobą, ale również z perspektywą samodzielnego macierzyństwa i utrzymania domu. Pieniądze ze zbiórki mają zapewnić jej i maleństwu poczucie bezpieczeństwa finansowego.
Wojciech Garbacz od zawsze marzył o byciu strażakiem
Mł. kpt. Wojciech Garbacz żył 29 lat. Pochodzący z Ulanowa mężczyzna rozpoczął służbę w listopadzie 2016 r. Po ukończeniu Szkoły Głównej Służby Pożarniczej rozwijał karierę zawodową, pełniąc kolejno funkcje stażysty, kierowcy, ratownika, dowódcy zastępu, aż po dowódcę sekcji. Z mundurem wiązał swoje plany od najmłodszych lat.
Wojciech był zaangażowanym ratownikiem, w każdej chwili gotowym do działania. Nie zdążył założyć własnej rodziny, osierocając rodziców, bliższą i dalszą rodzinę oraz przyjaciół ze służby.
Weszli jako pierwsi do płonącej hurtowni w Nisku
Dramatyczne zdarzenia rozegrały się w piątek, 16 października, w dzielnicy Dębinki w Nisku. Zapalił się budynek mieszczący hurtownię rolniczą i sklep przemysłowy. Wewnątrz magazynowano m.in. materiały łatwopalne: paliwo, akumulatory, kable, części rolnicze i plastikowe elementy.
St. bryg. Marcin Betleja, oficer prasowy podkarpackich strażaków, poinformował, że wezwanie dotarło o 8.24. Pierwsze wozy strażackie zjawiały się na miejscu już siedem minut później.
Służby zastały w ogniu budynek w kształcie litery L o wymiarach ok. 30 na 40 metrów. Pożar nabierał na sile, a nad okolicą unosiły się gęste, czarne kłęby dymu.
Bartłomiej Pieróg i Wojciech Garbacz wkroczyli do środka jako pierwsza rota. W żargonie strażackim oznacza to dwuosobowy zespół operujący w strefie bezpośredniego zagrożenia. Ich celem było rozpoznanie sytuacji wewnątrz.
Strażacy z Niska wezwali pomoc. Sygnał „ratunek”
O 8.37 sytuacja drastycznie się pogorszyła. Funkcjonariusze wysłali przez radio komunikat „ratunek”. Zgłosili, że nagle rozprzestrzeniające się płomienie zablokowały im drogę ewakuacji.
Na pomoc natychmiast ruszyła rota asekuracyjna. Warunki wewnątrz były jednak skrajnie niebezpieczne. Ratownicy musieli zmierzyć się z ogromną temperaturą, silnym zadymieniem i szalejącym ogniem. Mimo tych trudności Bartłomiej został odnaleziony i wydobyty na zewnątrz, a następnie wyniesiono Wojciecha. Niestety, pomimo prób reanimacji, żadnego z nich nie udało się uratować.
Gigantyczna akcja gaśnicza w Nisku. 151 strażaków walczyło z ogniem
Działania ratownicze przybrały ogromną skalę. Do Niska ściągnięto posiłki z sąsiednich powiatów: niżańskiego, leżajskiego, stalowowolskiego i łańcuckiego.
W kulminacyjnym momencie na miejscu znajdowało się 49 pojazdów i 151 strażaków. Funkcjonariusze zabezpieczali również dwa sąsiednie budynki, z których ewakuowano lokatorów. Ogień został opanowany, ale dogaszanie i sprawdzanie terenu trwało wiele godzin, by wyeliminować ukryte zarzewia.
Oficjalna przyczyna wybuchu pożaru nie jest jeszcze znana. Dokładne przyczyny tragedii i śmierci strażaków zbada policja oraz prokuratura.
Hołd dla zmarłych strażaków. Syreny w całej Polsce
W odpowiedzi na śmierć Bartłomieja Pieroga i Wojciecha Garbacza, w jednostkach w całym kraju zawyły syreny. Strażacy w ten sposób pożegnali tragicznie zmarłych kolegów.
Kondolencje dla rodzin i współpracowników spłynęły od przedstawicieli rządu i samorządów. Szef MSWiA Marcin Kierwiński zaznaczył, że obaj funkcjonariusze zapłacili najwyższą cenę za oddanie swojej pracy.