Spis treści
Dramatyczne wspomnienia drugiego kierowcy z Węgier
Drugi kierowca polskiego autobusu, który uczestniczył w tragicznym zdarzeniu na Węgrzech w nocy z 15 na 16 sierpnia, podzielił się swoimi przerażającymi wspomnieniami z momentu wypadku oraz samej akcji ratunkowej. W chwili tragedii mężczyzna nie siedział za kierownicą. Czas ten spędzał odpoczywając w specjalnie wygłuszonej kabinie usytuowanej tuż obok środkowych drzwi pojazdu.
Podczas rozmowy ze stacją TVN24 wspomniał, że na trasie najpierw zauważono niewielką mgłę. Jednak ułamki sekund później warunki drastycznie się pogorszyły. Autobus wpadł w silne przechylenie, zaczął uderzać o przeszkody, a mężczyzna od razu zorientował się, że kierowca stracił panowanie nad maszyną.
— W tej kabinie zaczęły się dziać ze mną rzeczy jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek — relacjonował w rozmowie z TVN24 drugi kierowca autokaru.
Gdy kurz nieco opadł, rozpoczęła się rozpaczliwa i heroiczna walka o uratowanie uwięzionych. Z informacji przekazanych przez drugiego kierowcę wynika, że poszkodowani musieli reagować w ułamkach sekund. Pasażerowie na siłę otwierali luki dachowe i drzwi awaryjne. Ci, którzy nie doznali poważnych obrażeń, uciekali górą, a następnie starali się pomóc pozostałym. Ewakuacja ciężko rannych była jednak sporym wyzwaniem. Wielu z nich utknęło pod przygniecionymi fotelami, co wymusiło ewakuację przez dolne partie rozbitego autokaru.
Mężczyzna podkreślił także nieocenioną pomoc wolontariuszy przebywających na miejscu tragedii. Ich rola była kluczowa w komunikacji – pomagali oni starszym osobom w kontaktach z węgierskim personelem medycznym, tłumacząc m.in. jakich leków poszkodowani potrzebują.
Drugi kierowca ocenia akcję ratunkową służb
W ocenie drugiego kierowcy węgierskie zespoły ratownictwa medycznego i inne służby włożyły ogromny wysiłek w akcję niesienia pomocy. Z drugiej strony mężczyzna zauważył, że cała operacja mogłaby przebiegać znacznie szybciej, gdyby na miejscu pojawiło się szersze grono polskich przedstawicieli, w tym personel ambasady oraz polscy medycy.
Mężczyzna nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskich tłumaczy, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Według niego ich rola sprowadzała się głównie do odbierania połączeń telefonicznych. W tak skrajnie dramatycznych okolicznościach taka forma wsparcia była zdecydowanie niewystarczająca.
— Węgierska strona robi co może, chociaż uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało sprawniej — ocenił w rozmowie z TVN24.
Polecany artykuł:
Bilans ofiar polskiego autokaru. 12 zmarłych
Ten makabryczny incydent rozegrał się w niedzielę w okolicach godziny 1:00 w nocy na odcinku autostrady M3, nieopodal węgierskiego miasta Mezőkeresztes na północnym wschodzie kraju. Polskim autobusem podróżowała grupa pielgrzymów, którzy wracali do kraju z sanktuarium w Medziugorie.
Tragiczny bilans wypadku to 12 ofiar śmiertelnych i siedem osób w stanie krytycznym. Jest to jedno z najtragiczniejszych zdarzeń drogowych z udziałem Polaków w ostatnich latach.
We wtorek, 18 sierpnia węgierski wymiar sprawiedliwości zadecydował o umieszczeniu w areszcie kierowcy, który prowadził pojazd w chwili zdarzenia. Sąd zdecydował o zastosowaniu 30-dniowego aresztu.