Spis treści
Tragedia na Węgrzech. Wielu pielgrzymów zginęło
Koszmarne zdarzenie miało miejsce w nocy z 15 na 16 sierpnia, około godziny pierwszej. Pojazd z polskimi obywatelami powracający z sanktuarium w Medziugorie zjechał do rowu i wywrócił się. Dramat rozegrał się na węgierskiej trasie M3, w pobliżu miejscowości Mezőkeresztes na wschodzie kraju. Na pokładzie znajdowało się 59 Polaków. Śmierć poniosło 12 osób, dziesięcioro rannych w stanie ciężkim przewieziono do lokalnych szpitali, a 37 pasażerów odniosło lekkie obrażenia.
Dla rodzin poszkodowanych to wciąż trwający dramat. Zamiast szczęśliwego powitania, usłyszeli informacje, które zrujnowały im życie. W autokarze jechali głównie mieszkańcy Podkarpacia.
„Babciu, przytul mnie”. Te słowa rozrywają serce
Jedną ze wstrząsających historii przytoczył „Fakt”, który porozmawiał z ocalałymi pacjentami przebywającymi w węgierskich placówkach medycznych. Pan Wacław w wyniku katastrofy stracił ukochaną żonę. Razem uczestniczyli w pielgrzymce i razem mieli wrócić do domu, gdzie czekały na nich dwie małe wnuczki.
Młodsza dziewczynka ma rok, starsza trzy lata. Maluchy nie są jeszcze w stanie pojąć skali tego dramatu. Wiedzą tylko, że babcia miała wrócić i wziąć je w ramiona.
- Wnuczki na nas czekały... Jedna skończyła roczek, druga ma trzy lata. Wciąż mam w głowie ich słowa: babciu, przytul mnie. Co ja im teraz powiem? -
wyznał załamany pan Wacław dziennikarzom „Faktu”.
Te poruszające słowa obnażają ludzki wymiar tragedii, którego nie oddają żadne liczby. Każda z ofiar to konkretny człowiek, rodzina i osierocone dzieci, które z bólem będą pytać o ukochanych dziadków.
Podróż modlitwy zamieniła się w koszmar
Pielgrzymi udali się do Medziugorie w Bośni i Hercegowinie w poszukiwaniu duchowego wsparcia i wyciszenia. Nikt nie spodziewał się, że ten ważny wyjazd zostanie brutalnie przerwany.
Z relacji osób, które przeżyły, wynika, że większość pasażerów spała, gdy doszło do wypadku. Obudził ich potężny huk i ogólny chaos. Kiedy autokar się przewrócił, uwięzieni ludzie próbowali za wszelką cenę wydostać się na zewnątrz.
Pani Alicja, jedna z rannych, wspominała, że po przewróceniu się pojazdu gorączkowo szukała męża. W pewnej chwili zauważyła tylko jego głowę i mimo ogromnego stresu starała się go oswobodzić.
- Najważniejsze, że żyjemy. Ale tego, co przeżyliśmy, i tych, których straciliśmy, tego się nie da opisać -
wyznała kobieta dziennikarzom.
Obecnie ranni Polacy nadal przebywają w węgierskich szpitalach. Niektórzy powrócą z fizycznymi obrażeniami, inni z głęboką traumą psychiczną, a jeszcze inni – bez swoich najbliższych.
Katastrofie przyjrzą się służby
Sprawę wypadku bada już Prokuratura Okręgowa w Krośnie. Dodatkowo Inspekcja Transportu Drogowego zaplanowała kontrolę w firmie przewozowej. Węgierska policja prowadzi swoje dochodzenie, koncentrując się między innymi na zachowaniu kierowcy.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że autokar z niewyjaśnionych dotąd przyczyn zjechał z pasa ruchu na pobocze, gdzie się przewrócił. Autokarem podróżowało 57 pasażerów oraz dwóch kierowców. Wszyscy byli obywatelami polskimi. Wczoraj (17 sierpnia, przyp. red.) na Węgry pojechał prokurator z Prokuratury Okręgowej w Krośnie wraz z funkcjonariuszami Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, biegłymi sądowymi z zakresu ruchu drogowego. tam rozpoczną pracę na miejscu zdarzenia wraz z tłumaczem -
przekazała w rozmowie z reporterem „Super Expressu” prok. Marta Kolendowska-Matejczuk.
Organizatorem wyjazdu było biuro z Rymanowa-Zdroju, a transport zapewniła firma ze Świerchowej w powiecie jasielskim. Funkcjonariusze zabezpieczyli już dokumenty w obu przedsiębiorstwach, w tym informacje o kierowcach.
Na miejscu zdarzenia działały węgierskie służby, które transportowały poszkodowanych do okolicznych szpitali, w tym do Nyiregyhazy. Przed rodzinami ofiar najcięższe chwile – identyfikacja bliskich i trudne formalności.