Tragiczny wypadek autokaru na Węgrzech. Wśród ofiar ukochana babcia. Czekały na nią małe wnuczki

2026-08-18 13:08

To miał być wyjazd pełen duchowego skupienia. Powrót polskiego autokaru z Medziugorie zakończył się jednak niewyobrażalną katastrofą na Węgrzech. Wśród ofiar śmiertelnych znalazła się m.in. ukochana babcia dwóch dziewczynek. Dzieci - roczne i trzyletnie - czekały, aż babcia wróci i znowu je przytuli.

Zniszczony czerwony autokar na lawecie. Obok leżą bagaże pasażerów. O tragedii na Węgrzech przeczytasz na Eska Rzeszów.
Autor: Ferenc Isza/ East News

Tragedia na Węgrzech. Wielu pielgrzymów zginęło

Koszmarne zdarzenie miało miejsce w nocy z 15 na 16 sierpnia, około godziny pierwszej. Pojazd z polskimi obywatelami powracający z sanktuarium w Medziugorie zjechał do rowu i wywrócił się. Dramat rozegrał się na węgierskiej trasie M3, w pobliżu miejscowości Mezőkeresztes na wschodzie kraju. Na pokładzie znajdowało się 59 Polaków. Śmierć poniosło 12 osób, dziesięcioro rannych w stanie ciężkim przewieziono do lokalnych szpitali, a 37 pasażerów odniosło lekkie obrażenia.

Dla rodzin poszkodowanych to wciąż trwający dramat. Zamiast szczęśliwego powitania, usłyszeli informacje, które zrujnowały im życie. W autokarze jechali głównie mieszkańcy Podkarpacia.

„Babciu, przytul mnie”. Te słowa rozrywają serce

Jedną ze wstrząsających historii przytoczył „Fakt”, który porozmawiał z ocalałymi pacjentami przebywającymi w węgierskich placówkach medycznych. Pan Wacław w wyniku katastrofy stracił ukochaną żonę. Razem uczestniczyli w pielgrzymce i razem mieli wrócić do domu, gdzie czekały na nich dwie małe wnuczki.

Młodsza dziewczynka ma rok, starsza trzy lata. Maluchy nie są jeszcze w stanie pojąć skali tego dramatu. Wiedzą tylko, że babcia miała wrócić i wziąć je w ramiona.

- Wnuczki na nas czekały... Jedna skończyła roczek, druga ma trzy lata. Wciąż mam w głowie ich słowa: babciu, przytul mnie. Co ja im teraz powiem? -

wyznał załamany pan Wacław dziennikarzom „Faktu”.

Te poruszające słowa obnażają ludzki wymiar tragedii, którego nie oddają żadne liczby. Każda z ofiar to konkretny człowiek, rodzina i osierocone dzieci, które z bólem będą pytać o ukochanych dziadków.

Podróż zamieniła się w koszmar

Pielgrzymi udali się do Medziugorie w Bośni i Hercegowinie w poszukiwaniu duchowego wsparcia i wyciszenia. Nikt nie spodziewał się, że ten ważny wyjazd zostanie brutalnie przerwany.

Z relacji osób, które przeżyły, wynika, że większość pasażerów spała, gdy doszło do wypadku. Obudził ich potężny huk i ogólny chaos. Kiedy autokar się przewrócił, uwięzieni ludzie próbowali za wszelką cenę wydostać się na zewnątrz.

Pani Alicja, jedna z rannych, wspominała, że po przewróceniu się pojazdu gorączkowo szukała męża. W pewnej chwili zauważyła tylko jego głowę i mimo ogromnego stresu starała się go oswobodzić.

- Najważniejsze, że żyjemy. Ale tego, co przeżyliśmy, i tych, których straciliśmy, tego się nie da opisać -

wyznała kobieta dziennikarzom.

Obecnie ranni Polacy nadal przebywają w węgierskich szpitalach. Niektórzy powrócą z fizycznymi obrażeniami, inni z głęboką traumą psychiczną, a jeszcze inni – bez swoich najbliższych.

Śledztwo po katastrofie

Sprawę wypadku bada już Prokuratura Okręgowa w Krośnie. Dodatkowo Inspekcja Transportu Drogowego zaplanowała kontrolę w firmie przewozowej. Węgierska policja prowadzi swoje dochodzenie, koncentrując się między innymi na zachowaniu kierowcy.

- Ze wstępnych ustaleń wynika, że autokar z niewyjaśnionych dotąd przyczyn zjechał z pasa ruchu na pobocze, gdzie się przewrócił. Autokarem podróżowało 57 pasażerów oraz dwóch kierowców. Wszyscy byli obywatelami polskimi. Wczoraj (17 sierpnia, przyp. red.) na Węgry pojechał prokurator z Prokuratury Okręgowej w Krośnie wraz z funkcjonariuszami Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, biegłymi sądowymi z zakresu ruchu drogowego. tam rozpoczną pracę na miejscu zdarzenia wraz z tłumaczem -

przekazała w rozmowie z reporterem „Super Expressu” prok. Marta Kolendowska-Matejczuk.

Organizatorem wyjazdu było biuro z Rymanowa-Zdroju, a transport zapewniła firma ze Świerchowej w powiecie jasielskim. Funkcjonariusze zabezpieczyli już dokumenty w obu przedsiębiorstwach, w tym informacje o kierowcach.

Na miejscu zdarzenia działały węgierskie służby, które transportowały poszkodowanych do okolicznych szpitali, w tym do Nyiregyhazy. Przed rodzinami ofiar najcięższe chwile – identyfikacja bliskich i trudne formalności.

Galeria ze zdjęciami: Ksiądz Krzysztof pochowa pielgrzymów po tragedii na Węgrzech. "Ogromna tragedia, smutny czas dla parafii"

Wiesław Dudek miał jechać autokarem, który miał wypadek na Węgrzech
Garaż
Chińskie auta są tańsze, ale czy dobre? GARAŻ