"To nie jest schron, tylko piwnica". Tak szkoły zareagowały na alert RCB

2026-09-17 16:36

Alert RCB, syreny alarmowe oraz ewakuacje urzędów i części szkół – tak wyglądało czwartkowe południe w województwach podkarpackim i lubelskim. Alarm ogłoszono podczas rosyjskiego nalotu na zachodnią Ukrainę. Jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską.

Uczniowie idący szkolnym korytarzem. O reakcjach szkół na alert RCB i alarmy przeczytasz na Eska Rzeszów.
Autor: Mircea Moira/ Shutterstock

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że nie doszło do naruszenia polskiej granicy. Podczas działań wojska czasowo wstrzymano operacje na lotniskach w Lublinie i Rzeszowie oraz zawieszono odprawy na przejściach granicznych. Alarm odwołano po około godzinie.

Urzędnicy i uczniowie zeszli do piwnic

W Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie wszystkie osoby przebywające w budynku skierowano na poziom minus jeden. Ewakuowano również pracowników urzędu marszałkowskiego i rzeszowskiego ratusza. Szkoły reagowały na alarm w różny sposób. W I Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie lekcje odbywały się normalnie.

– Dostaliśmy alerty i słyszeliśmy syreny, ale lekcja odbywała się normalnie. Pani dyrektor przekazała przez radiowęzeł, żeby zachować spokój, bo nic się nie dzieje, i poleciła kontynuować zajęcia – relacjonowała 16-letnia Lena.

W Szkole Podstawowej nr 3 uczniowie zeszli do piwnic, w których mieszczą się szatnie. – Byliśmy w piwnicy około 10 minut. To nie jest schron, tylko piwnica, w której znajdują się szatnie – zaznaczyła mama ucznia.

Podobne działania podjęły placówki w Lublinie. Dzieci kierowano do piwnic, na niższe kondygnacje oraz do korytarzy położonych z dala od okien. W lubelskiej Szkole Podstawowej nr 6 na najniższy poziom budynku sprowadzono około 500 uczniów. – Podajemy im picie i częściowo jedzenie, bo to się zadziało podczas obiadu, więc panie robią dzieciom kanapki. Niektóre dzieci płaczą – powiedziała PAP dyrektor Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk.

Dyrektor Prywatnych Szkół im. Królowej Jadwigi Marek Krukowski przekazał, że uczniowie czekali na odwołanie alarmu w auli i na korytarzu. – Nie wychodziliśmy na zewnątrz. Na odwołanie alarmu czekaliśmy w szkole. Przeżyliśmy to mocno. Był płacz, telefony od rodziców – powiedział.

Szpitale nie przeprowadziły ewakuacji

Pacjentów nie ewakuowały Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie ani Szpital Wojewódzki w Zamościu. Dyrektor zamojskiej placówki Adam Fimiarz wyjaśnił, że przenoszenie chorych, zwłaszcza podłączonych do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe, mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku.

– Szpital nie dysponuje też żadnymi pomieszczeniami typu schrony, do których można by było pacjentów ewakuować w bezpieczne miejsca. Myślę, że to nie jest jedynie problem naszego szpitala, ale wszystkich szpitali w kraju – powiedział Fimiarz.

MILLER: PUTIN NIE DĄŻY DO WOJNY. A NATO?

ROLKI