Powiadomienia RCB budzą skrajne emocje
„UWAGA! UWAGA! UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty” – tak brzmiała treść wiadomości tekstowych, które w czwartek otrzymali (niektórzy nawet dwa razy) przebywający na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu.
W ostatnich dniach telefony mieszkańców Podkarpacia i Lubelszczyzny wibrowały od podobnych alertów. Wiele osób uważa, że taka częstotliwość ostrzeżeń to zdecydowana przesada.
„Nie rozumiem, po co tak straszą ludzi”
„Jak zobaczyłem tę potrójną uwagę to myślałem, że to jakiś fejk, albo że coś naprawdę poważnego się stało”
„Alert powinien pojawić, gdy zagrożenie jest realne. Ten sposób nauczy tylko obojętności i w przypadku prawdziwego zagrożenia nikt nie zareaguje”
Z drugiej strony pojawiają się głosy poparcia. Część obywateli docenia te komunikaty i podkreśla ich znaczenie w obecnej sytuacji.
„Zagrożenie jest realne. Od 4 lat. Może sobie to w końcu uświadomimy? Takie komunikaty są istotne. I ważne.”
„Płaczki w natarciu. Ale gdy rakieta wleci na teren kraju i za późno alert wejdzie, to te same płaczki krzyczą, czemu tak późno”
Nowa strategia RCB: wcześniejsze ostrzeganie
Piotr Błaszczyk, rzecznik prasowy i szef wydziału RCB, w wypowiedzi dla „Super Expressu” potwierdził, że instytucja zdecydowano się na przesunięcie granicy ostrzegania ludności w ostatnim czasie.
- W związku z ostatnimi wydarzeniami przesuwamy nieco tą granicę ostrzegania ludności. Chodzi o to, żeby priorytetowo traktować po pierwsze województwa na wschodzie Polski. Po drugie, żeby to ostrzeganie było możliwie szybkie. Dlatego wprowadziliśmy ten alert, który dotyczy bezpośredniego zagrożenia na terytorium Ukrainy. I taki alert dziś został wysłany, został wysłany dwukrotnie
Przedstawiciel RCB podkreśla, że po odebraniu takiego alertu, najważniejsze to zachować czujność i obserwować rozwój wypadków. Wiadomość ma na celu przygotowanie nas na ewentualne zagrożenie. Piotr Błaszczyk wyjaśnia, że to sygnał ostrzegawczy. W razie bezpośredniego niebezpieczeństwa, RCB ma opracowane procedury informacyjne, które natychmiast zostaną wdrożone.
- Ten komunikat, który dzisiaj został wysłany, to jest taki wstępny komunikat, ostrzegawczy na pierwszym poziomie. I rzeczywiście jeżeli prognoza wojska byłaby taka, że - czy rakieta, czy dron, czy inny obiekt miałby wlecieć do Polski, mamy przygotowaną procedurę wysyłki takiego drugiego informującego, ostrzegającego SMS-a na określony teren.
Ekspertka ostrzega: "przeszkadza w odczuwaniu zagrożenia"
O tym, jak częste powiadomienia wpływają na ludzką psychikę, opowiedziała „Super Expressowi” Anna Markiewicz. Jako psycholog, psychoterapeutka i dyrektor Centrum Psychologii i Psychoterapii NaNOVO, oceniła skutki takich działań.
- Człowiek w momencie, kiedy dostaje kilka razy taki sam alert, to się do tego habituuje, przyzwyczaja się na takiej zasadzie, że zaczyna go traktować jak spam. Przykładem są ludzie, którzy nawet będąc na wojnie, przyzwyczajają się do warunków, które istnieją wokół i muszą wytworzyć mechanizm adaptacyjny. Tak samo i tu adaptacja przeszkadza w odczuwaniu zagrożenia. Człowiek nie odczuwa już wtedy takiego zagrożenia i może zignorować również ważny alert właśnie z tego powodu.
Specjalistka podkreśla, że alerty powinny być rezerwowane wyłącznie na sytuacje, w których istnieje faktyczne i poważne niebezpieczeństwo.
- A jeżeli co drugi dzień będziemy dostawać coś takiego, to po prostu się przyzwyczaimy i nie będziemy tego odczytywać
Zbyt częste alarmowanie może negatywnie wpływać na ludzką psychikę.
- U lękowych osób z pewnością może mieć to takie działanie, że zaczną się obawiać stanu wojny w Polsce i zaczną trochę się na nią przygotowywać. Co też nie wiąże się z pozytywnym oddziaływaniem na człowieka, bo on zacznie się bać i oczekiwać cały czas zagrożenia. A jak dbać o siebie? Myślę sobie, że należy podchodzić do tego po prostu rozsądnie, czyli czytać komunikaty, ale tę uwagę przekierować w ten sposób, że to jest za granicą, a nie u nas
Zapytaliśmy, czy RCB bierze pod uwagę ryzyko zobojętnienia obywateli i ignorowania przez nich komunikatów, otrzymaliśmy odpowiedź:
- Musimy pamiętać o tym, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jest takim hubem informacyjnym. My zbieramy dane od instytucji, które tak naprawdę monitorują dane zagrożenia. Najwięcej tych alertów rzeczywiście wysyłamy pogodowych. Tutaj współpraca z IMGW. I my jesteśmy niewielką instytucją, około 60-osobową aktualnie i nie udajemy, że znamy się na wszystkim. Dlatego mamy relacje z innymi instytucjami, z fachowcami, którzy znają się na tych tematach. W przypadku IMGW z prognostami, którzy wskazują, że na danym terenie to zagrożenie będzie. I prawda jest taka, że jeżeli my otrzymujemy taki wniosek alertowy, no to bazujemy na opinii ekspertów, którzy studiowali, którzy wiele lat pracują w tym obszarze i biorą nieco odpowiedzialności za tą wysyłkę. Rekomendują nam wysyłkę takiego alertu. I rzeczywiście potencjalnie istnieje takie ryzyko, że każdy z nas się może przyzwyczaić do tego, ale z drugiej strony, jeżeli zagrożone jest choćby jedno życie i zdrowie, no to my taką wysyłkę powinniśmy realizować - podsumował Piotr Błaszczyk.