Choć przebywał na emeryturze, ks. Stanisław tryskał energią i chęcią do życia.
- To był taki nasz dziadek, mówiliśmy o naszym księdzu Stasiu właśnie tak: nasz dziadzio w sutannie - opowiada SE pani Katia, Ukrainka pracująca w kuchni klasztornej. - Pozawczoraj (przedwczoraj) świętował urodziny, każdy przychodził mu z życzeniami.
Kobieta nie dowierza w to, co się stało:
- Jak to może być, że XXI wieku dochodzi do takich rzeczy i to w kościele. Byłam przekonana, że kościół to najbezpieczniejsze miejsce na świecie...
Duchowny wspierał lokalną parafię. Spędzał mnóstwo czasu w konfesjonale i tam właśnie zastał go uzbrojony w kuchenny nóż napastnik. Traktował spowiadanie jako swój najważniejszy obowiązek wobec wiernych.
Ksiądz Stasio odpoczywał na wsi pod Przeworskiem. Uwielbiał swój ogród
Prawdziwym azylem była dla niego malownicza miejscowość Grzęska. To tam dorastał i odnowił dom, w którym czuł się doskonale. W wolnych chwilach wsiadał w swoje wysłużone audi i pędził na wieś, by doglądać gospodarstwa i odwiedzać groby bliskich. Uprawa warzyw i rozdawanie owoców ze swojego sadu sprawiały mu ogromną radość.
- To było szczęście mieć takiego sąsiada - przyznaje w rozmowie z Super Expressem Zbigniew Kiszka, sołtys wsi.
We wsi nie było osoby, która nie znałaby ks. Stasia. Mimo wrodzonej skromności i spokoju był bardzo towarzyski.
- Czuło się w nim dobro i chęć pomocy, takie ciepło. Taki ksiądz z powołania, w dobrym, starym stylu....
Podobnego zdania są inni mieszkańcy.
- Chodził po wsi, odwiedzał ludzi, a ludzie odwiedzali jego. Chętnie zapraszał na herbatę - mówią. - Zawsze najpierw widział człowieka, a potem przepis. Człowiek jest najważniejszy dla Boga, tłumaczył.
Również Daniel Krawiec, sprawujący funkcję wójta gminy Przeworsk, miał okazję niejednokrotnie dyskutować z proboszczem.
- Był takim człowiekiem, który każdego chciał wysłuchać i zawsze znalazł czas, żeby to zrobić - mówi wójt Krawiec.