Wyprawa religijna do Medjugorie rozpoczęła się 8 sierpnia 2026 roku. Wśród podróżnych znajdowało się 18 osób pochodzących z Siedlisk – niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Plan zakładał ich spokojny i bezpieczny powrót w niedzielny poranek, 16 sierpnia. Los zdecydował jednak inaczej. Podczas podróży powrotnej, na jednej z węgierskich autostrad, wydarzył się dramatyczny wypadek. Śmierć poniosło 12 osób, wśród nich byli także mieszkańcy Siedlisk. Wiele z kilkudziesięciu osób jadących autokarem odniosło różnego rodzaju obrażenia, a część wciąż toczy batalię o życie w placówkach medycznych. Kiedy odpowiednie służby starają się ustalić dokładne przyczyny tego dramatu, w samych Siedliskach panuje czas żałoby. Mieszkańcy proszą w modlitwach o powrót poszkodowanych do ich domów. Jeszcze niedawno w miejscowości tej szykowano uroczyste powitanie podróżnych, które miało łączyć się z radością z okazji dożynek. Radosne plany zniweczyły dramatyczne informacje. Podczas pierwszej niedzielnej liturgii proboszcz przekazał parafianom wieść o koszmarnym zdarzeniu drogowym, do którego doszło minionej nocy z udziałem autokaru wracającego z Bośni i Hercegowiny.
Z doniesień zebranych przez Anitę Leszaj z „Super Expressu” wynika, że do tej pory zidentyfikowano co najmniej trzy ofiary śmiertelne wypadku. Pewne jest, że pochodzą one z podkarpackich Siedlisk, chociaż nieoficjalne informacje sugerowały, że zginąć mogło nawet pięcioro mieszkańców tej wsi. Wśród zmarłych jest 64-letni Józef K. Mężczyzna wraz z małżonką wybrał się na pierwszy od dłuższego czasu wspólny wyjazd. Był tuż przed przejściem na emeryturę, co napawało go dużą radością. Na dodatek, we wrześniu para miała powitać na świecie wnuka. Oczekiwania na narodziny dawały im wiele szczęścia. Jak relacjonował bliski krewny w wypowiedzi dla „Super Expressu”, na godzinę przed tragedią Józef K. zamienił się z żoną na miejsce siedzące, by zapewnić jej większy komfort. Kobieta przetrwała wypadek, jej mąż zginął.
W całych Siedliskach zapanował ogromny smutek, a rozmowy mieszkańców skupiają się wyłącznie na tragicznym losie, jaki spotkał pielgrzymów. Duchowny Krzysztof, pełniący posługę w tutejszym kościele, kojarzył praktycznie każdą osobę uczestniczącą w wyjeździe. Obecnie trudno mu ukryć wielkie wzruszenie. Poznajcie więcej informacji na ten temat poniżej.
Siedliska pogrążone w żałobie. Ksiądz Krzysztof o sile modlitwy
Podczas wywiadu dla „Super Expressu” proboszcz Krzysztof bez ogródek przyznaje, że parafia przechodzi przez niezwykle trudny i smutny moment. Skala tej tragedii jest dla społeczności przytłaczająca, gdyż nikt wcześniej nie doświadczył tu podobnego dramatu, a ksiądz wyraża głęboką nadzieję, że nigdy więcej nie dojdzie do takiej sytuacji. Wydarzenie to jest niewyobrażalnym ciosem zarówno dla poszczególnych rodzin, jak i dla całej lokalnej wspólnoty.
– Ale musimy się z tym jako parafia zmierzyć. Modlimy się za zmarłych, modlimy się za tych, co przeżyli, przebywają w szpitalach. Polecamy w modlitwie rodziny, one też potrzebują wsparcia. Osoby, które zginęły to osoby znane w naszej lokalnej społeczności, w parafii, takie zaangażowane w życie parafii
Jak zauważa duchowny z Siedlisk, świątynię odwiedza obecnie znacznie więcej wiernych niż zazwyczaj. Ludzie gromadzą się na liturgiach, by w duchowym skupieniu wspierać poszkodowanych, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują. Duchowe wsparcie oraz dobre słowo to w ocenie proboszcza jedyne, co można teraz ofiarować bliskim ofiar i rannym. W najbliższym czasie ksiądz Krzysztof stanie przed niezwykle trudnym zadaniem poprowadzenia ceremonii pogrzebowych osób, które straciły życie podczas węgierskiej tragedii drogowej.