Dramat rozegrał się na terenie gminy Łańcut. We wrześniu agresorzy stwierdzili, że pokrzywdzony ukradł im 500 złotych, co zapoczątkowało serię groźnych incydentów.
- Chcąc wymusić zwrot tych pieniędzy, zaczęli stosować wobec niego przemoc fizyczną, zadając mu uderzenia. W kolejnych dniach sprawcy eskalowali agresję – jeden z nich kierował groźby popełnienia przestępstwa pod adresem osoby najbliższej dla pokrzywdzonego - informuje prokurator Krzysztof Ciechanowski rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
To jednak nie koniec ich działań. Z ustaleń śledczych wynika, że 1 października 2026 roku podejrzani pojawili się na terenie posesji pokrzywdzonego, gdzie zdemolowali ule i wzniecili pożar.
- Podejrzani udali się na posesję zamieszkiwaną przez pokrzywdzonego, gdzie zniszczyli ule oraz wybili szyby w budynku gospodarczym. Następnie podpalili drzwi tego obiektu. Ponieważ budynek gospodarczy bezpośrednio przylegał do domu mieszkalnego, mężczyźni sprowadzili bezpośrednie niebezpieczeństwo pożaru zagrażającego życiu i zdrowiu mieszkańców. Katastrofy udało się uniknąć wyłącznie dzięki natychmiastowej reakcji domowników, którzy stłumili ogień – mówi prokurator Ciechanowski.
Straty wynikające z ich działań wyceniono na blisko 19 500 zł.
To jednak nie powstrzymało 36-letniego Maksymiliana C., który w nocy z 3 na 4 października 2026 roku miał podłożyć ogień pod kolejny budynek gospodarczy, przylegający do domu jednorodzinnego.
- Wewnątrz budynku mieszkalnego przebywało w tym czasie kilka osób, w tym była żona podejrzanego. Ogień zaczął się dynamicznie rozprzestrzeniać, stwarzając realne zagrożenie dla życia domowników. Jedna z osób w porę zauważyła niebezpieczeństwo i zaalarmowała służby ratunkowe
Tym razem szkody oszacowano na około 100 000 zł.
Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty: wymuszenie zwrotu wierzytelności przy użyciu przemocy lub groźby, zniszczenie mienia, sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w postaci pożaru oraz zniszczenie mienia. Maksymilian C. usłyszał dodatkowo zarzut sprowadzenia katastrofy w postaci pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach oraz zniszczenie mienia.
Mężczyźni tylko częściowo przyznali się do winy. Z informacji prokuratury wynika, że podczas przesłuchań każdy z nich starał się umniejszyć swoją rolę w przestępstwach.
Okazuje się, że zatrzymani mają już na swoim koncie konflikty z prawem. Zebrane dowody pozwoliły na oskarżenie jednego z nich o działanie w warunkach recydywy.
Podejrzani spędzą najbliższe trzy miesiące w areszcie, a prowadzone w tej sprawie śledztwo wciąż się rozwija.