Spis treści
Sceny grozy na ulicach Mielca. Mieszkańcy osiedla Rzochów żądają zamknięcia Tropicany
Życie w pobliżu klubu Tropicana w Mielcu to ciągłe zmagania z hałasem i agresją. Jak relacjonują portale Hej Mielec, Korso oraz rzeszowska "Gazeta", niedawno miarka się przebrała. Ostatnia bójka rozegrała się tuż pod domami na osiedlu Rzochów. Kamery monitoringu uwieczniły moment, w którym grupa napastników rzuciła się na obcokrajowców w rejonie dyskoteki. Wokół niosły się wulgarne wrzaski, a sprawcy brutalnie bili ofiary i nagrywali wszystko telefonami. Zanim na miejsce dotarł wezwany przez mieszkańców patrol policji, agresorzy zdążyli zbiec. Wśród pobitych znaleźli się obywatele Kolumbii czy Gwatemali. Według lokalnych dziennikarzy klub wciąż funkcjonuje pomimo licznych wyroków i - niestety symbolicznych - mandatów. Mieszkańcy postanowili tym razem, napisać list otwarty i nagłośnić sprawę w mediach, zadając pytanie o to, czy interwencja nastąpi dopiero po tym, jak ktoś zginie.
"Czy czekają, aż ktoś zginie?" Mieszkańcy Mielca piszą o pobiciu pod klubem Tropicana
„MAMY DOŚĆ. TROPICANA. POBICI DO UTRATY PRZYTOMNOŚCI. CIĘŻKIE POBICIE CZY PRÓBA ZABÓJSTWA? Piszemy to z wściekłością, której nie jesteśmy już w stanie ukryć za grzecznym językiem pism urzędowych. (...) Tym razem nie piszemy o hałasie. Po ostatniej imprezie w Tropicanie doszło do ciężkiego pobicia, które mogło być tragiczne w skutkach. Tak to wygląda. Mówimy wprost, bo inaczej nie umiemy już o tym pisać. Kilkanaście osób. Polacy kontra obcokrajowcy. Atak na tle etnicznym” - czytamy w liście, który opublikowali mieszkańcy osiedla Rzochów.
„Padały słowa: »Zabiję cię (...)! [inne wyzwiska], krzyki, butelki rozłupywane na głowach, kopniaki w twarz leżącym na ziemi ludziom. Oprawcy siedzieli na ofiarach i okładali je pięściami. Jak ofiara próbowała wstać – dostawała kolejny kopniak. Część napastników miała zasłonięte twarze. Wiedzieli, co robią. Mamy pytanie do rodziców, którzy pakują swoje dzieci na imprezy do Tropicany: czy naprawdę nie wiecie, co się tam dzieje? Czyjaś córka. Czyiś syn. Mogą stamtąd nie wrócić. Serio. Nie piszemy tego dla efektu. Kto za to odpowiada? I dlaczego nikt o to nie pyta głośno? (...) Nie mamy już cierpliwości na grzeczne prośby. Mamy żądanie: niech ktoś w końcu odpowie, dlaczego to trwa. Czy czekają, aż ktoś zginie? Bo jeśli tak – ostatnia impreza w Tropicanie była bardzo blisko tego progu".