Matka podała 8-letniemu Oskarkowi atropinę i użyła koca. "Pięć minut zajęło, aż chłopiec się udusił"

2026-04-14 8:29

Śmierć ośmioletniego Oskara wstrząsnęła mieszkańcami Chałupek Dębniańskich. 37-letnia Dorota G., matka chłopca, początkowo twierdziła, że jej syn nagle przestał oddychać. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej brutalna. Biegli ustalili, że dziecko zostało uduszone, a śledczy skierowali oskarżenie przeciwko kobiecie. Szczegóły tej potwornej zbrodni mrożą krew w żyłach.

10 lipca 2024 roku w podkarpackich Chałupkach Dębniańskich doszło do dramatycznych wydarzeń. Początkowo wydawało się, że to tragiczny wypadek lub nagłe pogorszenie stanu zdrowia. 37-letnia Dorota G. zadzwoniła na numer alarmowy, wpadając w panikę i informując, że jej ośmioletni syn Oskar nie oddycha. Ratownicy medyczni natychmiast pojawili się w domu, jednak chłopca nie udało się uratować, a przybyły lekarz stwierdził zgon. Uwagę medyka przykuły nietypowe ślady na ciele dziecka, które sugerowały ingerencję osób trzecich. Choć prokuratura na początku milczała, lokalne media szybko podchwyciły temat. Ostatecznie wyszło na jaw, że matka zmarłego chłopca została zatrzymana przez organy ścigania.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Prokuratura w Leżajsku ujawnia: Dorota G. dusiła 8-letniego Oskara przez pięć minut

Zebrane na miejscu dowody pozwoliły na sformułowanie zarzutu morderstwa wobec matki ośmiolatka. Śledczy natychmiast zawnioskowali do sądu o tymczasowe aresztowanie 37-latki na trzy miesiące.

- Potwierdzamy, że doszło do czynu z artykułu 148 kodeksu karnego, czyli zabójstwa – ujawnił prokurator Mariusz Żabicki, zastępca prokuratora rejonowego w Leżajsku.

Proces wykazał bezsprzecznie, że zbrodnia była brutalna i przemyślana.

- Do zdarzenia faktycznie doszło 10 lipca. W sprawie śmierci chłopca powołano natomiast biegłych, którzy po przeprowadzonej sekcji zwłok ujawnili, że do zgonu doszło w wyniku gwałtownego uduszenia – tłumaczył prokurator Żabicki.

Śmierć nie nastąpiła z przyczyn naturalnych ani wskutek nieszczęśliwego wypadku. Specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego potwierdzili, że doszło do mechanicznego uduszenia przez osobę trzecią. Rozpoczęto wnikliwe dochodzenie mające wyjaśnić wszystkie okoliczności tego wstrząsającego dramatu.

Śledczy z prokuratury i policji skrupulatnie analizowali dowody oraz weryfikowali relacje świadków. Z wypowiedzi sąsiadów wyłaniał się obraz normalnej, choć niezbyt zamożnej rodziny.

- Temu dziecku niczego nie brakowało. Co chciał, to miał. Nie byli bogaci, ale dziecku nigdy nie odmawiała. Zawsze o niego dbała, widać, że go bardzo kochała. To nie mieści się w głowie – mówiła jedna z mieszkanek w rozmowie z „Super Expressem”.

Okoliczni mieszkańcy nie potrafili uwierzyć, że matka mogła skrzywdzić własne dziecko. Część sąsiadów wspominała w rozmowach z dziennikarzami o rzekomych problemach psychiatrycznych Doroty G. w przeszłości. Ten wątek również został od razu objęty wnikliwą analizą odpowiednich służb.

Rodzina mieszkała w skromnym, drewnianym budynku. Opinie na ich temat bywały podzielone, jednak opieka nad chłopcem była powszechnie oceniana bardzo pozytywnie, co potęgowało szok po ujawnieniu prawdy.

Grzegorz G. wyszedł do pracy. Wtedy 37-latka zabiła syna

Akt oskarżenia przeciwko wyrodnej matce trafił do Sądu Okręgowego w Rzeszowie w połowie marca 2025 roku. Za pozbawienie życia własnego dziecka mieszkance gminy Leżajsk groziło dożywocie. Rok po tych dramatycznych wydarzeniach „Super Express” opisał przebieg zbrodni, opierając się na ustaleniach śledczych. Feralnego dnia mąż podejrzanej, Grzegorz G., rano opuścił dom i udał się do pracy. Dorota G. została pod dachem całkowicie sama z ośmiolatkiem.

- Działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia, podała dziecku substancję z zawartością atropiny, a następnie zatkała drogi oddechowe chłopca poprzez dociśnięcie koca do jego twarzy. W ten sposób doprowadziła do jego zgonu – wskazywała prokuratura.

Atropina to silnie działający związek, który wpływa na przywspółczulny układ nerwowy, powodując znaczne przyspieszenie akcji serca, rozszerzenie źrenic oraz rozluźnienie mięśni. Dawniej substancja ta służyła między innymi do trucia wilków i gryzoni, gdyż w dużych ilościach nieuchronnie prowadzi do zatrzymania krążenia.

- Dalej o godzinie 9:19 Dorota G. zadzwoniła na numer alarmowy 112 i zgłosiła, że jej syn jest siny oraz nie oddycha. Instruowana przez dyspozytorkę, miała prowadzić reanimację krążeniowo-oddechową do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego. Członkowie zespołów ratownictwa medycznego, po przybyciu na miejsce zdarzenia, stwierdzili jednak u chłopca brak oznak funkcji życiowych – dodawali przedstawiciele prokuratury.

Podejrzana podczas pierwszych przesłuchań wielokrotnie zmieniała swoje zeznania. Jak poinformował prokurator Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, kobieta na pewnym etapie przyznała się do winy, by wkrótce całkowicie odwołać te słowa.

- Na końcowym etapie postępowania przygotowawczego, po zmianie dotychczasowego zarzutu, nie przyznała się do popełnienia przestępstwa oraz skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował prokurator Ciechanowski.

Biegli zbadali poczytalność Doroty G., a sąd Okręgowy w Rzeszowie wydał wyrok

Z powodu krążących plotek o rzekomej chorobie psychicznej, 37-latka została poddana kompleksowym badaniom oraz obserwacji w zakładzie zamkniętym. Specjaliści jednoznacznie orzekli, że oskarżona nie cierpi na psychozę ani upośledzenie umysłowe, choć zdiagnozowano u niej zaburzenia osobowości. Eksperci uznali jednak, że w momencie popełniania zbrodni doskonale rozumiała znaczenie swoich czynów, co otworzyło drogę do standardowego procesu karnego.

Kobieta nie miała wcześniej jakichkolwiek konfliktów z prawem. Proces rozpoczął się 7 lipca 2025 roku, niemal równo rok po dramatycznych wydarzeniach w Chałupkach Dębniańskich. W tym czasie mały Oskar został pochowany na miejscowym cmentarzu. Jego skromny grób zdobią gipsowe aniołki, biały krzyż, fotografia oraz wazon z misiem. Ta niezwykle smutna sceneria przypomina o brutalnie przerwanym życiu niewinnego dziecka.

Podczas inauguracyjnej rozprawy oskarżona, doprowadzona z aresztu w kajdankach na rękach i nogach, nie okazywała cienia emocji ani żalu za to, co zrobiła. Ponownie nie przyznała się do winy. Ze względu na drastyczny charakter sprawy oraz dobro zszokowanej rodziny, rzeszowski sąd całkowicie wyłączył jawność procesu. Z tego samego powodu utajniono również zeznania świadków. Wiadomo jedynie, że babcia zmarłego oraz jego ojciec odmówili składania zeznań i nie zdecydowali się na występowanie w roli oskarżycieli posiłkowych.

Ostateczne rozstrzygnięcie zapadło 6 listopada 2025 roku. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał Dorotę G. za winną potwornego zabójstwa i wymierzył jej karę 25 lat więzienia. O warunkowe, przedterminowe zwolnienie kobieta będzie mogła ubiegać się najwcześniej po dwóch dekadach spędzonych za kratami. Wymiar sprawiedliwości nałożył na nią również dożywotni zakaz zajmowania stanowisk związanych z wychowaniem lub edukacją małoletnich. Wyrok w momencie powstawania tekstu nie był prawomocny.

Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni